Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura angielska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura angielska. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 stycznia 2018

We wspólnym rytmie - Jojo Moyes

Nie możesz wyrwać człowieka z jego świata i oczekiwać, że będzie szczęśliwy.

Autor: Jojo Moyes
Tytuł: We wspólnym rytmie
Tytuł oryginalny: The Horse Dancer
Tłumaczenie: Agnieszka Myśliwy
Wydawnictwo: Między Słowami
Rok wydania: 2017 (24 lipca)
Stron: 528

Moja ocena: 5/6

Jojo Moyes jest brytyjską autorką bestselerów i dziennikarką. Mimo, iż wiele dobrego słyszałam o tej pisarce, nigdy wcześniej nie czytałam jej powieści. Wiem, że nie zaczęłam od najlepszej, ale i tak zrobiła ona na mnie duże wrażenie. Teraz na pewno przeczytam inne powieści autorki.

Bohaterkami powieści We wspólnym rytmie są dwie kobiety. Natasha, ambitna młoda prawniczka, zajmująca się szczególnie sprawami nieletnich oraz Sarah 14-letnia miłośniczka koni, która w wyniku trudnej sytuacji życiowej, poważnej choroby dziadka,  jej jedynego opiekuna,  musi radzić sobie sama z utrzymaniem domu i jej ukochanego konia Boo.
Obie spotykają się pewnej nocy i od tej pory ich losy będą ze sobą związane na stałe.

Natasha po rozpadzie swojego małżeństwa rzuca się w pracoholizm. Pnie się po szczeblach kariery, wygrywając coraz to trudniejsze sprawy. Pomaga jej w tym nowy partner, który chyba nie do końca chce ją mieć w domu na co dzień. Kobieta ma dość trudny charakter. Bardzo łatwo się obraża, ciągle jest z siebie niezadowolona i obwinia o swoje problemy cały świat, ale nie siebie. Nie trudno się więc dziwić, że Mac jej już prawie były mąż nie mógł tego dłużej znieść. Zresztą on sam też nie był lepszy. Latał za spódniczkami i nie doceniał tego co ma we własnym domu. Natasha i Mac nie doczekali się własnych dzieci.
Sarah to bardzo dzielna dziewczynka. Jej matka zmarła i opiekę nad nią sprawowali dziadkowie. Potem po śmierci nany (babci) już tylko sam dziadek. ich wspólną pasją było ujeżdżanie koni. Dziadek jeździł kiedyś w elitarnej szkole we Francji (Le Cadre Noir de Saumur) i swoją pasję przelał na wnuczkę. Dziewczynka miała ku temu wielki talent. Ona też marzy o tym, by kiedyś uczyć się we Francji. Żyje skromnie. Nie ma komputera, ani komórki. Jej całe życie to ukochany i utalentowany koń Boo.
Pewnego dnia jej dziadek dostaje wylewu i Sarah musi radzić sobie sama. Zostaje przyłapana na kradzieży paluszków rybnych w pobliskim sklepie i tam z opresji ratuje ją Natasha.
Wkrótce ona i Mac staną się dla dziewczynki rodziną zastępczą. To ona przewróci ich życie do góry nogami i sprawi, że inaczej spojrzą na siebie.

Jojo Moyes bardzo dobrze opisuje swoich bohaterów. Świetnie wczuwa się w ich psychikę, co sprawia, że powieść czyta się z wielkim zainteresowaniem. To wielki atut autorki. Idealnie rozpracowuje charakter nastolatki, która boi się przyznać do swoich problemów, by nie zabrano jej konia. Zresztą informację o nim, też długo trzyma w tajemnicy.
Można też poszerzyć swoją wiedzę na temat koni. 

We wspólnym rytmie - to świetna powieść obyczajowa o pasji, podążaniu za marzeniami i odpowiedzialności za drugiego człowieka. To książka o wielkim przywiązaniu do konia i o zaufaniu jakim się darzy nie tylko ludzi.
To również opowieść o dobrych ludziach, którzy mimo niesprzyjających okoliczności, starają się zrobić wszystko by pomóc drugiej osobie.

Polecam serdecznie. Ja na pewno przeczytam inne powieści autorki.

zdjęcie wikipedia link powyżej


Książka przeczytana w ramach wyzwania w 80 książek dookoła świata
ANGLIA

piątek, 2 września 2016

Czytelnicze podsumowanie sierpnia

CO UDAŁO MI SIĘ PRZECZYTAĆ W SIERPNIU



Sierpień minął mi bardzo szybko. Miałam spore plany, ale nie wszystko udało mi się zrealizować. Brakło czasu a potem chęci na czytanie. A teraz krótkie podsumowanie:

Przeczytanych książek: 6
w tym:
obyczajowych: 4
historycznych: 1
młodzieżowych: 1

Przeczytanych stron: 2176

Przeczytane książki:
Niebezpieczne kłamstwa - Becca Fitzpatrick


Książka przeczytana bardzo szybko. Nie wiem dlaczego tak bardzo mnie wciągnęła. Historia bardzo przewidywalna, a zakończenie również nie było dla mnie niespodzianką. Coś jednak było w tej powieści, że bardzo mi się spodobała. Może bohaterka Stella, która swoim zachowaniem przypominała mi trochę mojego dorastającego syna. A może sielska okolica, taka oaza spokoju, gdzie na prawdę można odpocząć. Na pewno za jakiś czas zapomnę o czym była, ale polecam zwłaszcza nastolatkom. Książka całkowicie inna niż seria Szeptem.

Harem Sulejmana - Colin Falconer


Nie kryje, że sięgnęłam po książkę gdyż spodobała mi się historia przedstawiona we Wspaniałym Stuleciu. Nie jestem miłośniczką seriali i w ogóle TV, wolę w tym czasie poczytać lub wyjść na spacer, dlatego ten serial obejrzałam w bardzo dużym skrócie. nie mogę więc Wam powiedzieć, czy historia przedstawiona w książce jest identyczna z serialowymi perypetiami. Sama powieść bardzo przypadła mi do gustu. Fajnie przedstawione życie w haremie jego wady i zalety.  Hurrem, kobiety która zawładnęła sercem Sulejmana była władcza i egoistyczna. Dla własnej zemsty potrafiła zrobić wszystko. Książkę czytało mi się świetnie i cieszę się, że nie oglądałam serialu, bo już nie potrafiłam sobie wyobrazić bohaterów, widziałam twarze serialowych aktorów.

Horyzonty uczuć - Dorota Schrammek


Odkryłam nową autorkę. Dużo czytałam pozytywnych recenzji powieści pani Doroty. Książki tej autorki w mojej bibliotece są na zapisy, wreszcie udało mi się pożyczyć dwie części.
Akcja pierwszej z nich działa się akurat w wakacyjnym Pobierowie, więc okazała się to świetna lektura na lato. Pokochałam bohaterów. Każdy z nich miał bardzo skomplikowane życiowe losy. Jednak to mimo wszystko ludzie, których na co dzień mijamy na ulicy. Skrywający swoje problemy, gdzieś bardzo głęboko. Moja ulubiona letnia powieść.

Na brzegu życia - Dorota Schrammek


Kontynuacja Horyzontów. Tym razem Pobierowo jesienią, oprócz znanych nam postaci pojawiają się nowe, trochę bardziej mnie wkurzający swoim zachowaniem. Kolejne wspaniałe uczucia, ale i smutne chwile i dramaty ludzi, którzy na taki ból nie zasłużyli. Świetna powieść. Jak bardzo żałuję, że nie ma w mojej bibliotece trzeciej części. Ciekawa jestem czym teraz zaskoczy mnie autorka.

Zacznij od nowa - Susan Sussman



Kolejna powieść na której przeczytanie musiałam trochę poczekać w bibliotecznej kolejce. Z opisu wydawała mi się super, jednak środek zawiódł. Może tematyka odchudzania jest mi całkowicie obca i dlatego mnie tak nie pochłonęła. W sumie warto przeczytać początek i końcówkę książki. Środek wlekł mi się niemiłosiernie.

Zapach szczęścia - Klaudia Kopiasz



Cudowna powieść. Kolejne moje odkrycie wakacyjne. Książka wywołała u mnie całą gamę emocji. Był śmiech, złość i łzy. Bardzo żałuję, że nie ma kontynuacji, bo Zapach szczęścia na to zasługuje. Polecam serdecznie.

Czy czytaliście te powieści? Która Wam się szczególnie podobała.

Wrześniowy stosik jest tak imponujący, że wątpię by udało mi się go przeczytać. Znajdują się tam 4 powieści K.A. Tucker, Małe życie - H. Yanagihara, Cień eunucha - J.Cabre, Sułtanka Kosem: W haremie - D. Altinyeleklioglu, Tajemnice zamku - Lucinda Riley, Klątwa rodziny Palmisano - Rafel Nadal. Teraz dopiero przydałyby mi się wakacje:)

piątek, 17 lipca 2015

Buźka - Sophie Hannah


Autor: Sophie Hannah
Tytuł: Buźka
Tytuł oryginalny: Little Face
Tłumaczenie: Marta Kisiel – Małecka
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 2015
ISBN: 978-83-08-05586-1
Stron: 385
Moja ocena: 4,5/6



„Wciąż mi się wydaje, że najgorsze mam już za sobą, nie spotka mnie już nic strasznego, i za każdym razem jestem w błędzie. Najświeższe upokorzenie boli mnie bardziej niż pozostałe…” s.258



Sophie Hannah urodziła się w Manchesterze. Jest brytyjską powieściopisarką specjalizującą się w kryminałach psychologicznych. Nie przypominam sobie bym czytała wcześniej książki tej autorki, dlatego z przyjemnością sięgnęłam po powieść „Buźka”, która stanowi pierwszą część cyklu o Simonie Waterhousie.

Książka ta wydana była wcześniej pod tytułem „Twarzyczka”.

Bohaterką powieści jest Alice Fancourt. Wraz ze swoim mężem Davidem, córeczką Florence, teściową Vivienne i Felixem – synem Davida z pierwszego małżeństwa mieszkają w ogromnym domu przy ulicy Wiązów. Pierwsza żona męża Alice - Laura Cryer została brutalnie zamordowana przed dwoma laty.
Małżeństwo wygląda na bardzo dobre. David jest twórcą gier komputerowych, Alice prowadzi swój gabinet terapeutyczny. Nie narzekają na brak finansów. Felix chodzi do najlepszej szkoły w mieście, Fancourtowie są członkami elitarnego klubu SPA.

Alice jest świeżo upieczoną mamą. Przed dwoma tygodniami przeszła bardzo trudny poród, zakończony cesarką. Córeczka jest jej oczkiem w głowie. Nie za bardzo chce ją zostawiać samą w domu. Namówiona przez teściową bohaterka postanawia udać się na basen, by się odprężyć. Gdy wraca do domu, niepokój jej wzbudzają uchylone drzwi wejściowe. Mąż śpi w ich sypialni, Alice biegnie do pokoju swojej córeczki. Tam doznaje szoku, jej córka została zamieniona. Niemowlę, które leży w łóżeczku to nie jej córka Florence.

Zostaje zawiadomiona policja. Sprawą zajmuje się Simon Waterhose. Ma on jednak bardzo poważny problem. David twierdzi, że to na pewno jest jego córka, że żona ma silną depresję poporodową i dlatego nie rozpoznaje dziewczynki. Teściowa widziała Florence zaraz po urodzeniu więc teraz nie ma pewności czy to na pewno jest jej wnuczka. Co gorsza zginęły wszystkie zdjęcia, które zostały zrobione dziecku w ciągu ostatnich dni. Nie można więc porównać dziecka do żadnej fotografii. Zostają tylko badania DNA, które mogą potwierdzić, że „Buźka” jest córką Fancourtów. Mają się one odbyć za tydzień.
Gdy termin badań nadchodzi, okazuje się, że w nocy zniknęła Alice wraz z dziewczynką. Nie zabrała ze sobą nic, ani butów, bluzy, butelki dla dziecka. David zgłasza sprawę na policji. Co się stało z Alice i jej dzieckiem? Czy nie powtórzyła się historia sprzed paru lat i nie doszło do ponownego morderstwa?

„Najgorsze ciosy spadają na nas tylko raz. Powtarzam swoim pacjentom, żeby uporali się z tragediami, jakie ich dotknęły, i ruszyli dalej w podróż, która nazywa się życiem. Cokolwiek cię spotkało, kiedy jest już po wszystkim, możesz odnaleźć pocieszenie w myśli, że to nigdy więcej się nie powtórzy.” s. 48

Powieść Sophie Hannah trzyma w napięciu od pierwszych do ostatnich stron. Autorka stopniowo dawkuje nam emocje, odkrywa kolejne tajemnice i buduje napięcie, a zakończenie staje się całkowitym zaskoczeniem.

Powieściopisarka bardzo wyraźnie kreśli portret psychologiczny każdego z bohaterów. Simon, który zajmuje się śledztwem, wydaje się być blisko związany z Alice. Widział ją zaledwie parę razy a zdążyła ona już zawładnąć jego umysłem.
„… nie potrafił uciszyć głosu w swojej głowie, który w ciemności wykrzykiwał imię Alice. […] … jej zniknięcie dotknie go z powodów zarówno zawodowych, jak i osobistych.” s.37

Nie do końca jest przekonany do zamiany dzieci, ale uparcie stara się rozwiązać całą sprawę. By to jednak zrobić musi się cofnąć do zdarzeń sprzed paru lat i brutalnego morderstwa pierwszej żony Davida.

David wydaje się spokojnym człowiekiem, pamietającym o urodzinach swojej żony, kulturalnym, zawsze zwracającym się do kobiet słowami „pani”.  Początkowy obraz rodziny jest bardzo pozytywny. Kochający mąż, świetnie dogadująca się z synową teściowa, kochająca swojego wnuka i wnuczkę. Jednak potem pomału odkrywamy kolejne karty. David jest bardzo przywiązany do matki. Gdy miał parę lat odszedł od nich ojciec i do tej pory nie utrzymywał z nim kontaktu. Odniosłam wrażenie, że David nie chce by matka widziała go jako osobę słabą psychicznie, nie radzącą sobie w życiu.

„Nie potrafi znieść myśli, że ktoś miałby go zobaczyć w trudnej sytuacji. Najwyraźniej jego zdaniem jakiekolwiek nieszczęścia to wstydliwa kwestia, lecz przy tym absolutnie intymna. Gdyby Vivienne ujrzała syna w podobnych tarapatach, jego największy koszmar stałby się rzeczywistością.” s.34

Potem odkrywamy kolejne ciemne strony życia w Wiązach.

„Lecz to nie strach skręca mi żołądek, tylko szok. Nie wiem, kim jest ten zimny, okrutny osobnik w naszej sypialni, ale to na pewno nie David. Nie rozpoznaję w nim swojego męża. To nie może być ten sam człowiek, który na pierwszej kartce urodzinowej, jaką od niego dostałam, napisał: „Jesteś miarą mojego szczęścia”.” s. 109

David znęca się fizycznie i psychicznie na swojej żonie.

„W milczeniu ogląda swoje paznokcie. Mam ochotę wrzeszczeć, tłuc głową o ścianę. Mój mąż już na zawsze przeistoczył się w potwora. Rozkoszuje się teraz rolą kata. Może właśnie tak to zawsze wygląda. Myślę o wszystkich potwornościach tego świata i ludziach, którzy się ich dopuszczają. Musi być jakieś wytłumaczenie. Zawsze jakieś jest.” s. 239

Ja widzicie autorka dawkuje nam coraz to większe emocje. Zaczyna pojawiać się coraz więcej pytań. Rośnie napięcie i sprawa po woli zaczyna się rozjaśniać. Sophia Hannah pokazuje nam w swojej powieści, że nie zawsze dobrze znamy osoby z którymi się spotykamy w życiu. Wielu z nas może mieć dwie twarze. Jedną znają tylko znajomi, zaś rodzina widzi co innego.

 „Kłamstwa są zabójcze, bez względu na to, jak honorowymi intencjami kieruje się kłamca. Odbierają ludziom szansę na poznanie podstawowych faktów na ich temat.” s.125

Serdecznie polecam książkę Sophie Hannah wszystkim miłośnikom thrillerów psychologicznych. Na pewno Wam się spodoba i nie będziecie potrafili się oderwać od lektury.

Ja na pewno sięgnę po inne powieści tej autorki.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Aleksandrze z bloga Aleksandrowe myśli, która zorganizowała zabawę Emigrantka.

Książka czeka na kolejną osobę do której ma wyruszyć w swoją dalszą podróż.

niedziela, 27 lipca 2014

WIECZNA KSIĘŻNICZKA - Philippa Gregory


Autor: Philippa Gregory
Tytuł: Wieczna księżniczka
Tytuł oryginalny: The Constant Princess
Tłumaczenie: Urszula Gardner
Wydawnictwo: Książnica
Rok wydania: 2005
Stron: 549
ISBN: 978-83-245-7884-9
Moja ocena: 5/6

„I wiem, że mnie Stwórca wybrał do tego, abym czyniła w Anglii dobro. Nie będzie burz ani powodzi, będzie wyłącznie słońce. Moim obowiązkiem wobec Najwyższego jest przynieść temu krajowi szczęście, bogactwo i bezpieczeństwo. […] Jestem królową Anglii namaszczoną świętymi olejami i mogę śmiało uśmiechać się do swego króla, kiedy prowadzi podnieconego lśniącego karosza na koniec szranków, mogę uśmiechać się do swoich poddanych, którzy wyciągają szyję, żeby mnie zobaczyć i krzyczą: „Niech żyje królowa Katarzyna! Vivat! Vivat!”. Mogę uśmiechać się do samej siebie, ponieważ spełniłam życzenie matki i wolę Boga…” s.481

Philippa Gregory pochodzi z Kenii, jednak wraz z rodziną mieszka w Anglii. Tam ukończyła ona historię na Uniwersytecie w Sussex. Jest doktorem literatury XVIII-wiecznej. Zasłynęła jak pisarka książką pt. „Kochanice króla”. Jest autorką powieści umiejscowionych w różnych epokach historycznych, choć najczęściej jest to okres panowania Dynastii Tudorów i XVI wiek. Wiele jej powieści zostało przeniesionych na mały ekran przez BBC.
Cechą charakterystyczną jej pisarstwa jest dokładne „oddawanie prawdy historycznej”.
Gdy sięgnęłam po książkę autorki „Czarownica” wiedziałam, że będzie to jedna z moich ulubionych pisarek, zwłaszcza, że akcje jej powieści toczą się w okresie historycznym który zawsze wzbudzał moje zainteresowanie na lekcjach historii. Postanowiłam zagłębić się w lekturze powieści pisarki, by poznać lepiej jej twórczość. Rozpoczęłam od Cyklu Tudorowskiego. Pierwszą książką z tego cyklu jest „Wieczna księżniczka”.
Wieczna księżniczka” opowiada o losach Katarzyny Aragońskiej, pierwszej żony Henryka VIII oraz początkach słynnego Rodu Tudorów.
Naszą bohaterkę poznajemy jeszcze gdy jest małą dziewczynką, ale najlepiej o sobie opowie ona sama:
„Oto ja. Dziecko poczęte w wojskowym obozie przez parę ludzi będących tyleż kochankami co rywalami, urodzone w krótkiej chwili przerwy pomiędzy bitwami spowodowanej ulewnymi deszczami uniemożliwiającymi walkę w polu, wychowane przez twardą niewiastę noszącą zbroję częściej niż suknię, dorastające pośród żołnierzy i huku dział. Oto ja. Od maleńkości przyuczana, by bronić swego miejsca na świecie, by bronić swojej wiary, by bronić swego słowa przeciw słowu innej niewiasty. Oto ja. Księżniczka, której przeznaczeniem stała się ciągła walka o własne dobre imię, o świętą wiarę i o przynależną koronę. Oto ja, Catalina. Infantka hiszpańska. Córka dwojga najpotężniejszych monarchów swoich czasów: Izabeli Kastylijskiej i Ferdynanda Aragońskiego, których miana wzbudzają strach na ziemiach leżących wokół Kairu, Konstantynopola, Bagdadu, w Indiach i jeszcze dalej, pośród wszelakiej maści Maurów, zwących się czy to Turkami, czy to Hindusami, czy to Kitajcami – wszyscy oni są naszymi odwiecznymi wrogami, a zarazem stanowią zwierciadło, w jakim możemy zobaczyć swą wielkość i wspaniałość. […] Już jako dziecko nie żywię żadnych wątpliwości. Czuję pewność, że namaszczą mnie na królową Anglii, ponieważ taka jest wola Boga i życzenie mojej matki. W świecie, w którym przyszło mi żyć, nie tylko ja wierzę, iż Pan Bóg i Izabela Kastylijska, zwana Katolicką, zawsze są tego samego zdania i zawsze dzieje się ich wola.” s.10-11
Catalina urodziła się zimą 1485 roku w mieście Alcala de Henares. Tego roku zima była nie tylko bardzo zimna, ale również bardzo deszczowa. Matka Katarzyny – Izabela była akurat w trakcie kolejnej kampanii przeciwko ostatniemu królestwu Maurów, z głównym ośrodkiem w Grenadzie. Królową pasjonowało planowanie wojen. Była specjalistką w sprawach strategii, logistyce, planowaniu, a nawet medycynie na polu walki. Przyszła Królowa Anglii bacznie obserwowała matkę, często jej towarzyszyła i starała się brać z niej przykład.
„Pięcioletnia dziewczynka obserwowała bacznie, jak matczyna determinacja tłamsi płomienie, jak królewska pewność siebie gasi panikę poddanych, jak wiara w zwycięstwo bierze górę nad wszechobecną katastrofą i poczuciem klęski.” s.9
Rok wcześniej 14 marca 1489 roku Catalina została oficjalnie zaręczona z najstarszym synem Henryka VII – Arturem Tudorem. Artur był młodszy od swojej narzeczonej. Ustalono, że gdy Książe Walii skończy 14 lat odbędzie się ślub. Wtedy to przyszła małżonka ma udać się do Anglii.
Dzieciństwo Cataliny było bardzo bogate w różne wydarzenia. Praktycznie cały czas przebywała na polu bitwy. Rodzice podbijali coraz to nowe tereny, na których wprowadzali chrześcijaństwo. Najpiękniejsze lata swojego życia spędziła ona w Alhambrze w latach 1499 - 1501. Twierdza ta położona w andaluzyjskiej części Hiszpanii, w Grenadzie było ostatnim punktem oporu arabów w tym państwie. Uznawana była za prawdziwy raj i według opisów autorki faktycznie tak było.
„Bo tak naprawdę nasz nowy dom to nie jest zwykły pałac, do jakich przywykliśmy w Kordobie czy Toledo. To nawet nie jest zamek, twierdza ani fort. Alhambra została pomyślana i wzniesiona przede wszystkim jako ogród z komnatami po obu stronach ścian, tak, że człowiek może tam mieszkać zarówno pod dachem, jak i pod gołym niebem, czując się jak w raju.” s. 35-36
Matka Cataliny starała się jak najdłużej trzymać najmłodszą córkę przy sobie, jednak naciski ze strony angielskiego monarchy nie pozwoliły dłużej przebywać Księżniczce w Alhambrze. Te wyjątkowe miejsce Katarzyna opuściła 21 maja 1501 roku. Podróż była długa, powolna i bardzo męcząca.
Po ponad czterech miesiącach po wyjeździe z Alhambry Katarzyna wreszcie postawiła nogę na angielskiej ziemi, a dokładnie w porcie Plymouth. Był 2 października 1501 roku. Przyjazd synowej z dalekiej Hiszpanii był dla Króla Henryka VII bardzo ważnym wydarzeniem. Nie mógł się jednak doczekać kiedy ją zobaczy i wyjechał jej naprzeciw, zamiast oczekiwać jej w Londynie. Ta chęć zobaczenia księżniczki była tak duża, że król złamał wszelkie etykiety dworskie. Siłą wręcz wtargnął do komnat zajmowanych przez Catalinę. Ta którą ujrzał przed sobą swoją urodą zachwyciła go od pierwszego spojrzenia. Przerosło to jego wyobrażenia o urodzie hiszpańskiej księżniczki.
„Była prawdziwą pięknością. Miała gładką, okrągłą fizjonomię, szlachetny nos, pełne, lekko wydęte wargi obiecujące zmysłowe rozkosze. Podbródek trzymała wysoko i rzucała wyzywające spojrzenie każdemu, kto na nią spoglądał. […] To była urodzona księżniczka, umiejąca z podniesionym czołem znieść nawet chwilę zniewagi.” s.39
Zachowanie Henryka VII i jego syna Artura, nie wywarło dobrego wrażenia na samej Catalinie. Nie takiego pierwszego spotkania się spodziewała. Czuła się upokorzona, jednak starała się tego nie okazywać.
„Henryk Angielski życzy sobie przedstawić mnie swemu synowi na oczach całej eskorty, bez należytego przy takiej okazji ceremoniału, bez godności, jakbyśmy byli zwykłym chłopstwem. Skoro tak, niech się dzieje jego wola. Infantka hiszpańska nie cofa się z powodu pierwszej lepszej przeciwności.” s.42
Artur zrozumiał, że zachowanie jego ojca było bardzo niestosowne i potem starał się to złe pierwsze wrażenie trochę załagodzić. Było mu przykro i wstyd za „… brak wyczucia jego ojca i własną niezdolność wpłynięcia na gburowatego rodziciela, głównie zaś o to, że znalazła się z dala od domu i bliskich i musiała spotkać się z narzeczonym pośród całkiem obcych ludzi, wyciągnięta wbrew własnej woli z łoża.” s.45
Ceremonia zaślubin odbyła się w Katedrze św. Pawła 14 listopada 1501 roku. Początkowo małżonek nie wzbudził sympatii Katarzyny. Praktycznie ze sobą nie rozmawiali i spędzali razem bardzo mało czasu. Artur starał się stale przebywać z dala od swojej młodej żony. Czy tak wyobrażała sobie swoje małżeństwo 15-sto letnia Catalina?
„Zatem wywodzę się z kochliwego rodu, lecz czy kiedykolwiek przeżyję prawdziwą miłość? Jeśli nawet jest mi pisana, to z pewnością nie z tym niezdarnym chłopcem, który mieni się moim mężem. Początkowa sympatia, jaką dla niego poczułam, osłabła znacznie i od jakiegoś czasu powoli zanika. Artur jest tak nieśmiały, że wstydzi się ze mną rozmawiać, mamrocze coś tylko pod nosem i udaje, że nie może znaleźć właściwych słów. Zmusza mnie, abym to ja wykazywała inicjatywę w łożu, co wprawia mnie w zakłopotanie, ilekroć mam uczynić pierwszy krok w miłosnych igraszkach. Sprawia, że czuję się bezwstydna niczym ladacznica, podczas gdy moim pragnieniem jest, by wielbił mnie rycerz bez skazy rodem ze starodawnego romansu.” s.78
Przed Świętami Bożego Narodzenia Henryk VII zdecydował, że czas by małżonkowie opuścili wspaniałe komnaty Richmond i udali się do Ludlow. Nowy dom Katarzyny wznosił się na wzgórzu, nad zakolem rzeki Teme, a ogromna bryła zamkowa górowała nad okazałym, otoczonym murami miastem. To właśnie z tego będącego oznaką królewskiej potęgi zamku, królowie Anglii kontrolowali Marchie Walijskie. Wilgotny i zimny zamek, brak łaźni i mroczny zimowy krajobraz daleki był od rajskich miejsc w których w dzieciństwie mieszkała Catalina. Sprawiło to, że księżniczka była przygnębiona i bardzo tęskniła za matką. Tu jednak rozkwitła prawdziwa miłość między Arturem i Cataliną. Zaczęli ze sobą spędzać coraz więcej czasu, praktycznie każdej nocy Książę Walii zakradał się do komnat swojej żony i długo ze sobą rozmawiali. Catalina opowiadała mu o swoich rodzicach, ich podbojach wojennych. Planowali swoją przyszłość, jak będą kiedyś rządzić, jakie sojusze muszą zawrzeć, na kogo trzeba uważać. Rozmawiali o swoich potomkach i nadawali im imiona. Było tak cudownie aż nagle… po uroczystościach Wielkiego Czwartku Artur zachorował na „angielskie poty”. Od jakiegoś czasu w Anglii panowała epidemia tej choroby, która zbierała coraz to większe żniwa. Niestety nawet najlepsi medycy nie potrafili uratować księcia, który umiera 2 kwietnia 1502 roku. Umierającemu Arturowi, Catalina obiecuje, że zrealizuje wszystkie ich wspólne plany i zostanie Królową Anglii.
„Nie oddam się rozpaczy, oddam się Anglii, memu królestwu. Dotrzymam obietnicy. Pozostanę wierna mojemu książęcemu małżonkowi i mojemu przeznaczeniu. Dlatego nieustannie rozmyślam, rozważam i knuję, aby przekuć stratę w zysk aby zająć w świecie miejsce, do którego zostałam zrodzona. Tak jak chciał Artur, sięgnę po koronę i zasiądę na tronie Anglii.” s.246
Krótkie małżeństwo księżnej z dziedzicem angielskiego tronu dobiegło końca. Zaczęto spekulować, czy przypadkiem księżna nie jest w ciąży, jednak nic na to nie wskazywało. Katarzyna zawsze żyła przeświadczeniem, że jej przeznaczeniem jest zostać królową Anglii, ale teraz po raz pierwszy w życiu nie wiedziała, jaka czeka ją przyszłość.
Jaki los czeka Catalinę przeczytajcie sami. Serdecznie Was do tego zachęcam.
Książkę czytało mi się bardzo fajnie. Prawdziwa historia ubarwiona przez autorkę zachęciła mnie do sięgnięcia po inne źródła i dokładne wczytanie się w sekrety życia Katarzyny Aragońskiej – pierwszej żony Henryka VIII. Autorka opiera swoją opowieść na dostępnych jej historycznych źródłach. Pojawiają się autentycznie żyjące postacie, które wzbudzają zarówno pozytywne jak i negatywne uczucia. Takimi negatywnymi postaciami są na pewno dona Elvira, która była jej dwórką i najważniejszą osobą w jej życiu, zastępującą jej w Anglii matkę. Knuła ona i spiskowała przeciwko swojej Pani. Drugą osobą która nie była przyjazna Catalinie była matka Henryka VII. Królowa matka starał się by wszystko było tak jak sobie zaplanowała.
„Małgorzata Beaufort własnoręcznie spisała wszelkie zasady, jakie miały obowiązywać na dworze Tudorów po wsze czasy, począwszy od reguł obowiązujących brzemienne królowe oczekujące rozwiązania, a skończywszy na czasie wystawiania zwłok członków rodziny królewskiej na katafalku, tak aby jej syn, wnuki i kolejne pokolenia, o które niewątpliwie codziennie się modliła do Najwyższego, mieli rytuał na każdą okazję – i aby zawsze, zarówno w najbliższym czasie, jak i w odległej przyszłości, uroczystość wyglądała dokładnie tak samo, jakby była zorganizowana przez nią.” s.261
Sama Catalina czasami mnie denerwowała. Jej upór by zostać królową Anglii, by władać tym krajem, było tak silne, że potrafiła znieść niewygody, brak pieniędzy i głód by osiągnąć swój cel. Myślę, że gdyby znała swoją przyszłość, wsiadłaby na pierwszy statek do Hiszpanii i oddała by się woli swoich rodziców, którzy na pewno znaleźli by jej odpowiedniego kandydata na męża.
Catalina była przecież piękną i młodą kobietą. Świadczy o tym fakt, że gdy została wdową o jej względy starał się Henryk VII, któremu nie przeszkadzało to, że była to jego synowa i kobieta młodsza od niego o naście lat. Jednak związek ten był nie na rękę Catalinie, bo nie mogłaby osiągnąć swojego celu – czyli korony Anglii.
„Najstarszy syn króla Anglii nosi tytuł księcia Walii. Najstarszy syn króla Anglii dziedziczy po nim koronę. „ s.317
Dlatego najlepszą partią dla księżniczki wdowy był Harry młodszy brat Artura, bo to on dziedziczył tron po swoim ojcu.
Młodziutki książę Yorku „Nie przestał o niej marzyć, nawet gdy razem z Arturem opuściła dwór, by udać się do Marchii Walijskiej. Pisywał wiersze i układał miłosne pieśni, dedykując je w głębi duszy właśnie jej.” s.331
Takie wtedy były czasy. Teraz trudno nam sobie wyobrazić, by planowano nam małżeństwa, wybierano małżonków, gdy jesteśmy jeszcze w kołysce. Kobieta ma równe prawa z mężczyzną, a zdrada jest karana po obu stronach. Nie tak jak to było wtedy, że Król mógł mieć wiele kochanek, a królowa miała być mu wierna i być dziewicą gdy wychodzi za mąż.
Zachęcam wszystkich którzy choć trochę lubią książki historyczne, by sięgnęli po powieść „Wieczna księżniczka”. Trochę historii ubarwionej odrobiną miłości sprawia, że przyswajanie wiedzy historycznej jest przyjemne i miłe. Dla mnie najważniejszym przesłaniem książki jest to, że raz dane słowo osobie, którą się kocha, powinno się dotrzymać, mimo trudności kłód, które wrzuca się nam pod nogi.
„Słowa mają swoją wagę; nie można cofnąć tego, co się raz powiedziało; znaczenie jest niczym kamień wrzucony do sadzawki, wzbudzone przezeń fale zataczają coraz szersze kręgi, tak że nie sposób przewidzieć do jakich brzegów dotrą…” s.540


Zachęcam Was do lektury, a ja zagłębiam się dalej w fakty historyczne o Katarzynie Aragońskiej i sięgam po kolejną powieść z cyklu – „Kochanice króla”.

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

środa, 2 lipca 2014

CZAROWNICA - Philippa Gregory


Autor: Philippa Gregory
Tytuł: Czarownica
Tytuł oryginalny: The Wise Woman
Tłumaczenie: Maryla Szurek
Wydawnictwo: Książnica
Rok wydania: 1992
Stron: 448
ISBN: 978-83-245-7718-7
Moja ocena: 5/6


Pochyliła głowę nad talerzem, żeby ukryć twarz wykrzywioną rozczarowaniem. Tej jednej nocy straciła wszystko: swoją wiarę, swoje przyjaciółki, swoją szansę na dobrobyt i wygodę. I przyszłość. Alys mogła być wyniesiona na najwyższy urząd w klasztorze. Pewnego dnia sama mogła zostać matką wielebną. Ale wtedy, owej nocy, wszystko przepadło.” s. 60

Philippa Gregory pochodzi z Kenii, jednak wraz z rodziną mieszka w Anglii. Tam ukończyła ona historię na Uniwersytecie w Sussex. Jest doktorem literatury XVIII-wiecznej. Zasłynęła jak pisarka książką pt. „Kochanice króla”. Jest autorką powieści umiejscowionych w różnych epokach historycznych, choć najczęściej jest to okres panowania Dynastii Tudorów i XVI wiek. Wiele jej powieści zostało przeniesionych na mały ekran przez BBC.
Cechą charakterystyczną jej pisarstwa jest dokładne „oddawanie prawdy historycznej”.
Osobiście nie czytałam żadnej powieści tej autorki, aż koleżanka przyniosła mi „Czarownicę” i zaproponowała jej lekturę. Teraz żałuję, że wcześniej nie sięgałam po książki Philippe Gregory.

Czarownica” to kolejna znana książka pisarki. Akcja powieści toczy się za czasów panowania Henryka VIII. Nie jest to jednak typowa powieść historyczna. Historia stanowi tutaj jedynie tło do faktycznych wydarzeń.

Bohaterką „Czarownicy” jest Alys, która po dwóch latach spędzonych w klasztorze, jako szesnastoletnia dziewczyna, wraca do swojej przybranej matki – Morach. Morach uznawana jest za okolicznych mieszkańców za czarownicę. Zna się ona świetnie na roślinach leczniczych, potrafi rzucać uroki i odganiać złe moce. Zna się również ma „czarnej magii”. Alys ma przy niej się kształcić i stać się jeszcze lepszą uzdrowicielką. Zresztą ma już ku temu duże podstawy, gdyż w klasztorze poznała moc wielu leczniczych roślin. Pod okiem matki Hildebrandy nauczyła się wiele i posmakowała lepszego życia.  

- Kochałam matkę Hildebrandę – rzekła. – Zaskarbiłam sobie jej łaski. I ona mnie pokochała, jakbym była jej córką. Wiem, że tak było. Nauczyła mnie czytać i pisać, nauczyła mnie łaciny. Darzyła mnie szczególną troską i miała wobec mnie wielkie plany. Pracowałam w cichym pokoju, zajmując się ziołami. Pracowałam w lecznicy. Studiowałam dzieła w bibliotece. Nigdy nie musiałam wykonywać żadnej ciężkiej ani brudnej roboty. Byłam ulubienicą ich wszystkich, myłam się codziennie i spałam w miękkim łóżku. […] Miałam to wszystko – powiedziała. Miłość mojej matki, najprawdziwszą miłość, komfort i świętość.” s. 77

Los jednak sprawił, że musiała uciekać z płonącego klasztoru i ukrywać się przed światem, żeby nie została odkryta i zgładzona, jak jej „siostry” wyznawczyni wiary katolickiej i popierające papieża.
Jednak długo Alys nie zamieszkała z Morach. O jej „złotych dłoniach” i umiejętnościach leczniczych dowiedział się stary lord i zmusza ją do przyjazdu na zamek i opiekowania się nim.
Alys boi się tego wyjazdu, ponieważ wie, że jest to dla niej ryzykowne. Może przecież zostać rozpoznana jako zbiegła mniszka ze spalonego klasztoru.

To Twój wybór, to miejsce, gdzie jesteś teraz. Przed tobą leżą trzy drogi. Pierwsza to życie na zamku z jego wygodami i przyjemnościami, niebezpieczeństwami i korzyściami. Druga to życie mniszki, o które będziesz musiała walczyć ja święta, żeby je odzyskać. I wreszcie trzecia to życie tutaj, ubóstwo, brud i gnój. […] Kiedy dokonasz wyboru, masz szansę osiągnięcia jedności umysłu i serca. Otwórz swoje serce na cokolwiek i trzymaj się tego. Jeden cel niech będzie z tobą, jedna myśl, jedna miłość. Czegokolwiek zapragniesz się trzymać: magii, swojego Boga, miłości.” s.74-75

Dziewczynie udaje się wyleczyć starego lorda, czego nie potrafili liczni medycy. Pozostaje więc nasza młoda bohaterka na zamku i tam toczą się jej dalsze losy.
Alys jest piękną kobietą i przykuwa wzrok wielu osób, nie tylko mężczyzn. Do tego jest wykształcona, więc zajmuje się pisanie i tłumaczeniem listów starego lorda.
Lord na zamku nie mieszka sam. Wraz z nim mieszka tam też jego syn Hugon wraz z żoną Catherine. Ich małżeństwo nie jest udane. Od paru lat starają się oni o potomka, lecz bezskutecznie. Jest to nie pomyśli starego lorda, który stara się znaleźć sposób na unieważnienie tego związku.
Jednym ze sposobów by zapewnić sobie następcę jest potomek z nieprawego łoża, dlatego gdy Hugon zwraca uwagę na piękną Alys, nie smuci to nikogo, poza Catherine. Między bohaterką a młodym lordem rozgrywa się namiętny, niebezpieczny, a z drugiej strony toksyczny romans.

Mała chatka na wrzosowisku Bowes nie wystarczała jej. Klasztor mógł jej zapewnić schronienie na zawsze, zamek był kamieniem milowym na jej drodze, a nagłe, niespodziewane uczucie do Hugona i jego miłości do niej były podarunkiem i radością, której nie oczekiwała.” s. 196

Alys za wszelką cenę stara się utrzymać swój związek z Hugonem. Wie, że jest to jej przepustka do lepszego życia i ochrona przed wrogami na zewnątrz zamku. Dlatego zaczyna używać magii.

Od najwcześniejszego dzieciństwa słyszała, jak Morach ostrzegała dziewczęta pragnące miłosnych napojów, że można wzmocnić namiętność, ale nie wywoła to miłości. Można zaczarować kogoś, wzbudzając obsesję, ale nie uczucia”. s.391

Początkowo Hugo nie traktuje uczuć młodej dziewczyny na serio. Traktuje ją jako kolejną przygodę. Jego myśli zajmuje chęć powiększenia majątku poprzez ryzykowny handel za morzami. Na to wszystko potrzebuje pieniędzy, ale ojciec nie chce mu ich dać. Dlatego nieprzychylnie patrzy na poczynania Alys w celu ratowania zdrowia jego ojca. Łatwiej byłoby mu gdyby majątek ojca należał już do niego.

Hugo chciał handlować, pożyczać pieniądze na procent. Chciał płacić tygodniówki w gotówce i wyrzucić wieśniaków z ich niechlujnych chat, żeby powiększać stada owiec, które powinny mieć obszerniejszy wybieg. Chciał mieć kopalnie węgla i wytapiać żelazo. Chciał, żeby słońce świeciło tylko dla niego. Pragnął ryzyka.” s.83

Jak potoczą się losy młodej dziewczyny? Czy między nią a Hugo zaiskrzy prawdziwe uczucie, czy będzie to tylko wynik czarów Alys? Czy ktoś odkryje, że bohaterka jest czarownicą? Tego wszystkiego dowiecie się czytając powieść Philippe Gryegory.

Czarownica” to powieść, która wciąga od pierwszych stron. Autorka zaskakuje nas niespodziewanymi zwrotami akcji. Opisuje historię bardzo realistycznie, idealnie wpasowując ją w atmosferę danego okresu historycznego.  Poznamy zarówno życie w biednej rodziny w tych czasach, jak i bogatych lordów na zamku. Dowiemy się jak żyło się na zamku, czym w wolnych chwilach zajmowały się damy dworu i służba zamku. Wszystko opisane z najdrobniejszymi szczegółami. Pikanterii książce dodają opisy scen między Alys i Hugonem lub jego żoną.
Bardzo podobała mi się główna bohaterka, która z prostego, pobożnego dziewczątka, stała się dojrzałą, namiętną a zarazem myślącą kobietką. Potrafi choćby po trupach dojść do zamierzonego celu i to w faktycznym tego słowa znaczeniu. Jej wyrachowanie i przebiegłość czasami drażniła, co sprawiało, że chciałam nadal czytać powieść, by dowiedzieć się co ta sprytna „czarownica” znowu wykombinuje, by uzyskać zamierzony cel.
Denerwował mnie momentami Hugo, który żył kosztem innych, nie troszczył się o innych, gardził uczuciami innych ludzi. Jego głównym celem była zabawa i kolejna naiwna kobieta w jego łożu.
Dlatego cieszyłam się, że Alys sprawiła, iż bohater powiedział takie oto słowa:

Chcę przyszłości dla nas. Ale nie wierzę w magię, we wszystkie te stare zaklęcia i strachy. Zbudujemy nowy świat, Alys. Wolny od przesądów i strachów. Świat, który będziemy mogli badać, pełen nowych lądów i przygód, bogactwa i możliwości. Nie trzymaj się kurczowo mrocznych starych obyczajów, Alys. Wyjdź ze mną na światło i zostaw to wszystko za sobą” s. 161

Czarownica” to bardzo fajny romans historyczny, więc jeśli lubisz tego typu książki, sięgnij po nią, a się nie zawiedziesz. Ja na pewno sięgnę po inne powieści autorki.

Polecam.

Książka przeczytana w ramach wyzwań:


wtorek, 2 kwietnia 2013

Wichrowe wzgórza - Bronte Emily


Autor: Bronte Emily
Tytuł: Wichrowe wzgórza
Tytuł oryginalny: Wuthering Heights
Tłumaczenie: Hanna Pasierska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 1997
Stron: 288
ISBN: 83-7337-786-7
Moja ocena: 5/6

Przewodnią myślą mojego życia jest on.
Gdyby wszystko przepadło, a on jeden pozostał, to i ja istniałabym nadal.
Ale gdyby wszystko zostało, a on zniknął, wszechświat byłby dla minie obcy i
straszny, nie miałabym z nim po prostu nic wspólnego. […] Jest zawsze, zawsze obecny w moich myślach – nie jako radość, bo i ja nie zawsze jestem dla siebie radością, ale jak świadomość mojej własnej istoty.”


Spodobała mi się bardzo temat wyzwania marcowego u Sardegny dotyczący przeczytania książki z listy BBC. Długo zmieniałam typy, bo wybór lektur świetny. W końcu postanowiłam wrócić do dawno temu czytanej książki Emily Bronte „Wichrowe wzgórza”. Ciekawiło mnie, czy ponownie książka zrobi na mnie tak duże wrażenie.
Klasyka literatury - jedyna powieść autorki Emily Jane Bronte została wydana pod męskim pseudonimem Ellis Bell w 1847 roku. Początkowo powieść doczekała się niezbyt pochlebnych opinii. Autorce zarzucano m.in. epatowanie brutalności.
Akcja powieści toczy się na przełomie XVIII i XIX wieku w Wichrowych Wzgórzach należących do rodziny Earnshawów i Drozdowym Gnieździe posiadłości zamożnej rodziny Lintonów.
Stary Earnshaw będąc w Liverpoolu, przygarnia małego chłopca i nadaje mu imię Heathcliff. Catherine, córka pana Earnshawa, mimo początkowej niechęci coraz bardziej przybliża się do chłopca. Z czasem uczucie przerasta się w dozgonną przyjaźń, a potem tragiczną miłość.
Hindley - młody panicz Earnshaw i spadkobierca Wichrowych Wzgórz, nienawidzi "przybłędy". Dlatego też po śmierci dotychczasowego pana na wzgórzach, Heathcliff doznaje wielu upokorzeń ze strony przybranego brata.
Cała akcja powieści krąży wokół miłości Catherine i Heathcliffa. Oczywiście nie jest to jedyny wątek w tej powieści, ale wszystkie losy są tak zawiłe, że nie chcę się nad nimi tutaj rozpisywać. Zresztą w internecie można znaleźć dokładne streszczenie tej książki.

Chciałabym skupić się nad moimi wrażeniami po ponownej lekturze tej powieści. Po raz pierwszy przeczytałam „Wichrowe wzgórza” będąc w szkole średniej. Pamiętam, że zrobiła ona na mnie wielkie wrażenie. Do tej pory obejrzałam również wiele lepszych i gorszych filmowych adaptacji tej książki. Po latach jednak moja opinia na temat powieści, nie jest już tak pełna achów i ochów.
Ponowne czytanie „Wichrowych wzgórz” nie dało mi już tyle satysfakcji, momentami nawet mnie nudziło.
Zacznę jednak od tych pozytywnych stron książki. Nadal uważam ją za książkę wartą przeczytania, choćby ze względu na język jakim posługuje się autorka. Ciekawa jest również narracja książki. Autorka nie tylko posługuje się dialogami, historię rodów poznajemy z opowiadań innych osób i ich wspomnień. Jednym z narratorów jest pani Dean – służąca w Wichrowych Wzgórzach. Przybyły tam pan Lockwood słucha opowieści o starym dworze i długą historię miłości i nienawiści rodziny Earnshaw i Linton. Wszystko w całości jest świetnie ułożone. Mimo skomplikowanej kompozycji powieści, czytelnik z łatwością się w niej odnajduje. Nic nie jest zagmatwane, każdy szczegół historii jest wyjaśniony, każda postać dokładnie scharakteryzowana. Jest to powieść bardzo dopracowana i to jest jej bardzo duża zaleta.
Kolejną zaletą powieści jest jej znaczenie historyczne. Autorka stosując wiele długich opisów w bardzo ciekawy sposób opisuje nam życie i zwyczaje w XIX wiecznej Anglii. To niezłe źródło informacji o dawnym życiu, nie do odnalezienia we współczesnych podręcznikach.

„Wichrowe wzgórza” to jednak powieść bardzo smutna, melancholijna. Opisywana w niej miłość jest zaborcza, wręcz niszcząca, co czasami uważam za przesadzone. Wpływało to również na mój odbiór książki. Bardzo drażniła mnie lektura tej powieści.
Nie polubiłam również jednej z głównych bohaterek – Kathy. Jej zachowanie mnie denerwowało. Chciała wszystkimi rządzić, każdy miał spełniać jej zachcianki bo inaczej pokazywała fochy. Była kapryśna jak rozpieszczony dzieciak. A przecież miała być Panią Wzgórza.
Wiem, że recenzja tej powieści różniłaby się, gdybym napisała ją kilkanaście lat temu. Zastanawiam się, dlaczego? Może dojrzał mój gust czytelniczy, czytam mniej książek historycznych i pisanych w XIX wieku. Na pewno wpływ też miała panująca za oknem aura i nadmiar pracy. Źle dobrana lektura na zimową depresję.

Mimo tego uważam, że książkę trzeba choć raz przeczytać i słusznie umieszczono ją na liście 100 najlepszych książek według BBC.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania


niedziela, 28 października 2012

Oliwkowa farma - Carol Drinkwater



Autor:  Carol Drinkwater
Tytuł: Oliwkowa farma
Tytuł oryginalny: The Olive Farm
Język oryginalny: angielski
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 2010
Stron: 466
ISBN: 978-83-08-04480-3
Moja ocena:  5,5/6

Pierwsza książka w serii „Oliwkowa seria”

W blasku promieni cienie igrają na twarzach, padają na łuszczące się ściany. Nasz spokój, cisza jaką znaleźliśmy we wzajemnym towarzystwie, daje nam wiele energii do pracy, której potrzebujemy, jeśli chcemy, by to miejsce stało się prawdziwą przystanią. Oszołomieni miłością, rzuciliśmy się w to przedsięwzięcie na fali romantycznego entuzjazmu.” S. 177

Carol Drinkwater  aktorka i pisarka, urodziła się 22 kwietnia 1948 roku w Londynie. Znana jest głównie z roli Helen Herriot w serialu BBC „Wszystkie zwierzęta duże i małe”.  Jako pisarka zasłynęła cyklem powieści „Oliwkowa seria”, którą rozpoczyna książka „Oliwkowa farma”.

Bohaterami książki „Oliwkowa farma” jest Carol Drinkwater i jej partner Michel. Postanawiają oni kupić zapuszczoną farmę oliwną w południowej Francji niedaleko Cannes. „Appassionata” jest pięknie położonym miejscem. Z okien domu położonego na wzgórzu widać Morze Śródziemne i znane nam wszystkim z festiwali filmowych miasto Francji. Oboje zakochali się w tym miejscu i mimo, że agent przestrzega ich o tym, że kupują skarbonkę do której będzie trzeba ciągle dokładać, a sam remont domu pochłonie fortunę, decydują się na zakup nieruchomości. Niestety od początku trafiają się problemy. Pierwszy z nich to finanse. Okazuje się, że cena funta bardzo spadła we Francji i braknie im pieniędzy na zakup farmy, muszą zadłużyć się w banku, do tego duża ilość papierków wymaganych podczas zakupu, gdyż Carol i Michel nie są małżeństwem, a osoby sprzedające nie mieszkają na stałe we Francji.  Umowa przedwstępna zakłada, że nowi właściciele będą mogli mieszkać już w swoim wymarzonym miejscu, ale muszą spłacić całość należnej kwoty w ciągu roku. O mały włos stracili by wszystko. Rozpoczyna się remont posiadłości i sprzątanie terenu. 

Na początku myślałam, że jest to książka jak wiele innych o podobnej tematyce. Jednak to nie jest to tylko książka o remoncie starej zapuszczonej farmy. To piękna opowieść o przyjaźni, miłości i cudowna podróż do pachnącej ziołami Prowansji. Autorka udowadnia nam, że „miłość jest ponadczasowa, nigdy nie umiera. Jest jak wiatr, który wszędzie pozostawia swoje ślady.” S. 463
Czytając powieść możemy oczami wyobraźni przenieść się w opisywane miejsce. Autorka robi to tak wspaniale, że nie mamy problemów by poczuć na swojej skórze gorące promienie słoneczne, podmuch mistrala, poczuć zapach ziół i usłyszeć szum morza. Wystarczy kilka fragmentów książki  by zakochać się w tym miejscu. Akurat trafił mi się taki cytat, który mogę porównać z dzisiejszym „zimowym” widokiem za oknem.
Te zimowe poranki są cudowne, łagodne, pachną sosnowo. Słońce nabrało żywego połysku bursztynu, czerwonawego niczym jesienny liść, ale gdy patrzy się na nie z tarasu, zasnuwa morze chłodnymi srebrzystymi pasemkami. Tak przystrojonej zimy jeszcze nigdy nie widziałam.” S.175
Oliwkowa farma to miejsce w którym bohaterowie odnajdują swoje miejsce na Ziemi. Tam budują swój związek. Oboje mają doświadczenia życiowe za sobą. Carol nieudane związki, a Michel małżeństwo, którego owocem są dwie nastoletnie córki bliźniaczki. To miejsce, które pozwala im pracować – pisać powieść i scenariusze seriali, a potem gdy przychodzi późne popołudnie cieszyć się sobą i okolicą.
Zachody słońca, koniec dnia i wieczory poświęcamy sobie nawzajem i światu, który próbujemy tu zbudować. To wysublimowane szczęście, dwie dusze idealnie zsynchronizowane.” S. 177
Dzięki powieści Carol Drinkwater dowiedziałam się wiele na temat ludzi zamieszkujących południowo-wschodnią Francję. Na przykład: jeśli ktoś umawia się z Tobą, że jutro zabierze drewno to nie koniecznie to zrobi w umówionym dniu. Jutro, może oznaczać całkiem odległy termin.
„Oliwkowa farma” to również wspaniała encyklopedia wiedzy na temat uprawy oliwek, jej przetwórstwa i pochodzenia. Myślę, że niewielu z nas orientuje się, że nasze ulubione oliwki im bardziej są czarne od zewnątrz tym dojrzalsze w środku, że najbardziej popularną odmianą uprawianą w Europie jest Olea sativa czyli Oliwka oszroniona. Nazwa jej pochodzi od perłowego odcienia spodniej strony liścia. Starodnawne odmiany oliwek o poskręcanych pniach to Cailletier.
 „Słyną one z gęstej, złocistej oliwy, którą się z nich uzyskuje. To rosnące na terenach rolniczych drzewo odznacza się wspaniałą zdolnością do przetrwania okresów suszy i w dawnych czasach tłoczona z jego owoców oliwa zaczęła cieszyć się popularnością wśród wytwórni perfum, […] gdyż ten złoty odcień uznano za wspaniały dodatek do zapachu.” S. 326
W Roquebrune, kilka kilometrów od Mentony, bramy do Włoch, rośnie drzewo oliwne, którego wiek szacuje się na tysiąc lat” s. 358
Takich ciekawostek znajdziecie w tej powieści wiele. Autorka przenosi nas również w bardziej znane nam regiony – do Warszawy. Tam rozgrywa się akcja jednego z seriali w którym Carol gra i pisze do niego scenariusz. Nie szczędzi nam ona pochwał, ale i krytyki również:
Warszawa jest niezwykła. Polska to wspaniały kraj – miejsce oszałamiających reform i modernizacji. Jestem zachwycona. Lecz od czasu do czasu wzdrygam się przed naporem tutejszej niedawnej historii. Obrzydliwe skupiska bloków mieszkalnych przytłaczają mnie. […] Praca idzie nam dobrze. Nasza ekipa i polski zespół produkcyjny odnajdują radość we wspólnych dokonaniach. Jedyną wadą jest to, że rozmowy przy pracy pochłaniają wiele czasu – wszystko musi być tłumaczone. Tłumaczka, która obawiam się, nie zawsze przekazuje trafnie informacje, ciągle nam towarzyszy lub biegnie truchtem obok nas, gdy spieszymy ze spotkania na spotkanie, z planu na plan.” S. 386
Wspomina również o naszym zacofaniu technologicznym. Zainstalowana w jej pokoju hotelowym drukarka jest wielkości niewiele mniejszej od prototypu prasy drukarskiej a w Paryżu można by ją sprzedawać jako antyczny sprzęt techniczny.

Pierwsza część Oliwkowej serii to piękna powieść o miłości. Prawdziwej, trwałej potrafiącej przetrwać wiele. Mężczyzna jakiego spotkała w swoim życiu Carol kocha ją ponad wszystko. Potrafi nawet wynająć helikopter by ona zdążyła na premierę przedstawienia w którym gra główną rolę. Takich dowodów miłości jest wiele. Opisane cudowne chwile jakie ze sobą spędzają, czasami, aż wzbudzają  w nas odrobinkę zazdrości.  Ci ludzie zainwestowali nie tylko w dom, ale również w swoją miłość.
„Oliwkowa farma” to również powieść o narodzinach, śmierci, przyjaźni i prawdziwej fascynacji oliwkowym interesem. 

Serdecznie polecam książkę, a ja już jutro biegnę do biblioteki po kolejną książkę z tej serii „Sezon na oliwki

Miłej lektury !!!

Znalazłam filmik o Oliwkowej serii, poznajcie autorkę i jej cudowne miejsce na Ziemi. Wprawdzie opowiada o innej książce z serii, ale widać tam Oliwkową farmę.

czwartek, 26 lipca 2012

W blasku diamentów - Anna Davis


Autor: Anna Davis
Tytuł: W blasku diamentów
Tytuł oryginalny: The Jewel Box
Tłumaczenie: Marcin Kiszela
Wydawnictwo: Otwarte
Seria: Otwarte dla Ciebie – Romans
Stron: 366
Rok wydania: 2012
ISBN: 978-83-7515-212-8
Moja ocena: 4/6

Ciężko powstrzymać przeszłość przed niszczeniem teraźniejszości.

Wydawnictwo Otwarte przygotowało dla swoich czytelników nowy cykl książek zatytułowany „Otwarte dla Ciebie”. Książki publikowane są w trzech seriach: Romans, Kobieta, Namiętność.
Miałam już okazję czytać książkę z tego cyklu, która bardzo mi się spodobała. Z przyjemnością sięgnęłam po kolejną propozycję tego wydawnictwa.
„W blasku diamentów” to powieść napisana przez angielską autorkę Annę Davis. Nie jest to jej pierwsza książka. Anna Davis jest autorką takich powieści jak „Kolacja”, „Topnienie”, „Królowa butów” czy „Kłamcy” (Zysk, 2005) oraz wielu opowiadań. Jej druga powieść wydana na polskim rynku wydawniczym przenosi nas w burzliwe lata dwudzieste. Akcja powieści dzieje się w tętniącym życiem Londynie.
Bohaterką „W blasku diamentów” jest Grace Rutherford. Pracuje ona w firmie zajmującej się reklamą jako copywriterka. Jest dobra w tym co robi i przełożeni wróżą jej karierę w tym kierunku. Jednak nie jest to jedyna rzecz którą zajmuje się ta trzydziestoletnia kobieta. Wieczorami zamienia się w Diamond Sharp – felietonistkę prowadzącą rozrywkowe nocne życie. Dla słynnych czasopism pisze o tym, co spotyka ją w trakcie wizyt w przeróżnych Londyńskich lokalach. „To moje własne spojrzenie na West End. Radzę ludziom, gdzie jeść, tańczyć, kupować ubrania. Mówię im też, gdzie chadzać nie należy” s. 42
Wydawało by się, że Grace jest szczęśliwą kobietą, ale do końca tak nie jest. Przede wszystkim jest samotna, ciągle czeka na swoją wielką miłość. Mieszka razem z matką, owdowiałą siostrą Nancy i jej dwójką dzieci. Wszystkie kobiety kryją jakieś tajemnice, które autorka powoli nam odsłania.
Kłamstwa ciągną się już od dawna. Nancy i Grace zawsze wszędzie chodziły razem. Dużo czasu spędzały z braćmi Georgiem i Stevenem, jednak same nie potrafiły zdecydować się która z którym chciałaby się spotykać. To oni podzielili się siostrami. George oświadczył się Nancy a jego oświadczyny zostały przyjęte. Tak naprawdę on kocha się w Grace, a ona w nim, jednak bohaterka nie chce niszczyć szczęścia siostry (choć nie do końca). Wkrótce wybucha wojna. Chłopcy idą walczyć za Ojczyznę, jednak wraca tylko jeden. Steven ginie na froncie.
Przeszłość jednak nie daje o sobie zapomnieć.
Podczas jednej ze swoich wypraw do klubu Grace poznaje przystojnego i tajemniczego Amerykanina O`Connella (Diabła). Wkrótce o jej względy walczy również drugi mężczyzna John Cramer (Ciemnooki). Rywalizacja o względy pięknej kobiety to nie wszystko co łączy tych mężczyzn. Oboje skrywają kolejną tajemnicę.
Czy Grace odnajdzie miłość swojego życia, jakie tajemnice kryją bohaterowie i jak przeszłość odbije się na teraźniejszym ich życiu. Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w powieści Anny Davis.
Książka została podzielona na cztery części. Każda z nich rozpoczyna się felietonem Diamond Sharp. Dzięki temu poznajemy styl pisarski bohaterki i przybliżamy sobie jej postać. Jest to bardzo ważne, gdyż jak sama Grace mówi: „Miłość w jej odczuciu to głębokie, wzajemne poznanie dwojga ludzi”. Tak możemy bardziej wczuć się w losy i uczucia bohaterów. Zrozumieć ich postępowanie i podjęte decyzje.
„W blasku diamentów” to nie tylko historia poszukiwania miłości. To również tajemnice, które kryją wszyscy bohaterzy. Autorka przybliża nam je stopniowo, przenosząc nas do wcześniejszych lat. Dowiadujemy się o młodzieńczym życiu bohaterów, uczuciach, osobach związanych z ich przeszłością. Wiele sekretów z przeszłości wpływa na zachowania i decyzje bohaterów we współczesnym ich życiu. Grace znów musi wybierać między dwoma mężczyznami, ustępować siostrze i zapomnieć o swoim szczęściu. Groźnie wygląda również rywalizacja między Diabłem i Ciemnookim. Każdy z nich „marzy o dniu, gdy ujrzy rywala w opałach”. Ich rywalizacja, jak się później okaże ciągnie się już od studiów, gdy oboje pożądali jednej kobiety – Evy.
Jak widzicie tajemnic w tej książce wiele, a to nie wszystkie które zasygnalizowałam, by nie zniszczyć Wam lektury powieści i przyjemności z ich odkrywania.
Książkę czyta się bardzo przyjemnie. Nie jest to typowe romansidło, więc nie zrażajcie się tym, że w serii Romans została ta powieść wydana. Wiele tajemnic sprawia, że trudno oderwać się od lektury. Autorka raz przenosi nas do lat dwudziestych XX wieku, a potem wraca do przeszłości bohaterów. Dzięki temu książka nie jest monotonna. Bardzo ciekawie opisane zostało życie w Londynie. Wręcz można wczuć się w atmosferę panującą w nocnych klubach i usłyszeć rytmy charlestona.
Serdecznie polecam „W blasku diamentów”. To na pewno fajna lektura na letni wypoczynek.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Otwarte