Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maria Ulatowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maria Ulatowska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 lutego 2013

Kamienica przy Kruczej - Maria Ulatowska


Autor: Maria Ulatowska
Tytuł: Kamienica przy Kruczej
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2012
ISBN: 978-83-7839-370-2
Stron: 399
Moja ocena: 5/6


„Przy ulicy Kruczej 46.
Trzypiętrowa kamienica, pokryta płaskim dachem, ozdobiona była od frontu żeliwnymi balkonami, których kute balustrady wyginały się nad łukiem bramy; wejście do bramy także zdobiły żeliwne zawijasy, a strzegły go dwa przycupnięte po bokach – gnomy? krasnale? domowe skrzaty? […]
Dom może nie był najpiękniejszy, ale dla jego mieszkańców liczyło się przede wszystkim, że do tej pory stał nienaruszony – a był czerwiec tysiąc dziewięćset czterdziestego roku – i wszyscy mieli nadzieję, że w takim stanie przetrwa wojnę. Każdy wierzył, jeszcze wierzył, że trwająca wokół pożoga lada dzień się skończy. Wszyscy starali się żyć i przeżyć. Nawet pomagali sobie, jak mogli.
Krucza 46.
Dom, który trwał, a wraz z nimi jego mieszkańcy.” s.15

Maria Ulatowska należy do moich ulubionych pisarek. Z przyjemnością sięgam po każdą jej powieść. I tym razem nie było inaczej. Gdy dowiedziałam się, że w bibliotece czeka na mnie „Kamienica przy Kruczej” bardzo się ucieszyłam. Szybko zabrałam się za lekturę najnowszej powieści tej autorki.
„Kamienica przy Kruczej” opowiada losy mieszkańców jednej z kamienic Warszawy mieszczącej się przy ulicy Kruczej 46.
Akcja powieści rozpoczyna się tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej, a kończy w czasach nam współczesnych. Autorka zabierze nas w podróż po historii Warszawy i Polski. Dowiemy się jak żyło się w stolicy w czasie II wojny światowej, o trudach walk w czasie Powstania Warszawskiego. Przeczytamy o losach ludzi zesłanych do obozów pracy, o holokauście, by potem zobaczyć jak Warszawa odbudowuje się po okrucieństwach wojny. Ostatnie wydarzenia wiążą się z już powojenną historią Polski.
Na tle wydarzeń historycznych toczą się losy zwykłych ludzi, mieszkańców kamiennicy przy Kruczej. Na pierwszy plan wysuwają się losy rodzin Ostanieckich i Kornblumów. Obie te rodziny łączy jedna osoba – Antonina. Magdalena i Szymon Kornblumowie zmuszeni są pozostawić swoją córeczkę pod drzwiami sąsiadów, by w ten sposób uratować jej życie. Uciekają, gdyż Szymon jest z pochodzenia Żydem. Mimo, iż jest znanym specjalistą ortopedą, nie jest w stanie ochronić swojej rodziny przed narastającą w czasie wojny nienawiścią do Żydów. Małą Tosię zaadaptowała rodzina Ostanieckich. Gdy dziewczynka kończy dziewięć lat dowiaduje się prawdy o swoim pochodzeniu, jednak nadal kocha swoich rodziców, którzy ją wychowali. Z ojcem biologicznym wiąże ją za to pociąg do medycyny. Tosia zostaje lekarzem i wychodzi za mąż. Ze swoim mężem mają rózne poglądy polityczne i poglądy na przyszłe życie. Antonina marzy o dziecku, a Ludwig uważa potomka za coś zbędnego i niepotrzebnego w ich życiu. Ich małżeństwo pomału się rozpada.

„Z czasem Ludwig przestał pytać. Nie spali już ze sobą od kilku miesięcy, Antonina przeniosła się do dawnego pokoju ojca i tam urządziła sobie intymny mały świat. Wersalka, fotel, stojąca lampa i małe biurko. Oraz półki z książkami. Wszystko, co potrzebne do życia. Życia obok drugiego człowieka.” s. 228

Przyczyną rozpadu nie jest tylko różnica zdań. Tosia zakochuje się w Piotrze Tarnowskim, którego losy również powiązane są z kamienicą przy Kruczej.
Dla mnie jednak, główną bohaterką jest Magdalena, której historię poznamy dzięki pisanym przez nią pamiętnikom.
 
Nie będę zdradzać więcej szczegółów, by nie zniszczyć Wam przyjemności z odkrywania historii życia bohaterów książki. 

„Kamienica przy Kruczej” to fantastyczna powieść, a jej największym atutem są ludzie. Ludzie, których łączy przyjaźń, potrafiący pomagać sobie w trudnej sytuacji, czasami ryzykując własne życie. Potrafią stawić czoła przeciwnością losu, pokonać wszystkie trudności. To również piękna powieść o prawdziwym uczuciu.
Jest to powieść pełna zwrotów akcji, nie brakuje w niej również odniesienia do poprzednich książek autorki i spotkania się z ich bohaterami, co bardzo mi się podoba. Oczywiście nie przeszkadza to w odbiorze książki, bo koniecznie losów bohaterów innych powieści znać nie musicie.

Książkę czytało mi się bardzo fajnie, trochę przeszkadzało mi to, że akcja powieści nie toczyła się chronologicznie. Raz czytamy o czasach współczesnych, potem trochę o latach dużo wcześniejszych i znów jakieś inne lata. Znalazłam też jedną niedokładność: Podczas opisu wyjścia na koncert Tosi i syna Piotra nagle czytamy o myślach Magdaleny. To chyba jakiś chochlik drukarski, gdyż czytałam kilkakrotnie ten fragment i jestem przekonana, że tam powinno być imię Antoniny.

„Kamienica przy Kruczej” to bardzo świetna powieść. Super lekcja historii i relacji między ludźmi.
Polecam serdecznie, to jedna z lepszych powieści autorki.

niedziela, 13 listopada 2011

Pensjonat Sosnówka - Maria Ulatowska


Autor: Maria Ulatowska
Tytuł: Pensjonat Sosnówka
ISBN: 978-83-7648-701-4
Wydawnictwo: Prószyński i Spółka
Rok wydania: 2011
Stron: 359
Moja ocena: 5,5/6
„Podjechała pod samą bramę, zatrzymała samochód i rozejrzała się z ciekawością. Ujrzała pięknie odrestaurowany dworek, stojący pośród sosen, obok kępy zieleniących się teraz brzózek.” S.59-60
Zauroczona „Sosnowym dziedzictwem” z przyjemnością sięgnęłam po kontynuację powieści pani Marii Ulatowskiej „Pensjonat Sosnówka”.
Dziedziczka Sosnowego Dworku Anna Towiańska otwiera w nim Pensjonat. Piękna okolica, pobliskie jeziorko i cudownie odremontowany dworek, są kuszącą propozycją na spędzenie urlopu dla wędkarzy, grzybiarzy i ich rodzin oraz wszystkich, którzy chcą odpocząć od zgiełku wielkiego miasta. Do tego promocyjne ceny. Wszystkie te atuty sprawiają, że Pensjonat cieszy się dużym zainteresowaniem. W prowadzeniu Pensjonatu pomagają bohaterce jej przyjaciele. Niezastąpiona Pani Malina, dba o wyżywienie i pomaga w porządkach w Pensjonacie, Dyzio, który odkrywa nam swoją tajemnice z przeszłości, maluje piękne obrazy i jest „złotą rączką” dworku.
Nie zabraknie w Sosnowym Dworku wielkich uczuć. Ania odkryje, że zakochała się w Jacku. Jacek wraz z braćmi pomagał wyremontować dziedzictwo Towiańskich.
„Zrozumiała także, że coraz bardziej jest zafascynowana Jackiem, jego siłą charakteru, tym, jak sobie poradził za swoim okresem alkoholowym – wprawdzie nie był alkoholikiem, ale przez jakiś czas pił całkiem ostro i gdyby nie przestał, łatwo mógłby wpaść w nałóg. Tym, że stał się dla małego Florka matką i ojcem. Tym, że potrafił stworzyć całkiem prężnie działającą firmę, dając utrzymanie nie tylko sobie, ale i dwóm braciom oraz – od czasu do czasu- ojcu…” s.78-79
Ale to nie jedyna para, która odkryje swoje uczucia w tym pięknym miejscu.
Poznajemy ciekawe historie pensjonatowych gości. Wiele z nich chwyta za serce. Rodzą się nowe przyjaźnie, ale i pojawiają nowe problemy. Do miasteczka wraca Viola, była żona Jacka, która chce odzyskać syna – Florka. Swoim zachowaniem postawi ona całe Towiany na nogi.
Niespodziankę dla swojej pani przygotuje również Szyszka, a w progach Sosnowego Dworku schronienie znajdzie kotka z czwórką swoich maleńkich kociąt. A to nie jedyni nowi mieszkańcy Pensjonatu.
Bajkowy świat powieści znowu mnie oczarował. Autorka w swojej powieści podkreśla, jak ważna jest przyjaźń w naszym życiu. Pokazuje jak istotne jest wzajemne zaufanie i prawdziwa miłość. Ile krzywdy można wyrządzić drugiej osobie, jednym słowem, powiedzianym w gniewie, nerwach i totalnie nieprzemyślanie. Ponownie uderza czytelnika dobro płynące ze stron powieści. Nie trudno nie pokochać bohaterów powieści a opisy przyrody wręcz pozwalają nam poczuć zapach lasu i usłyszeć szum jeziora.

„Dzieci, które z początku wlokły się ze znudzonymi minami z tyłu, po pewnym czasie jednak zaczęły dostrzegać otaczające je piękno lasu. Słońce, prześwitujące przez wysokie gałęzie drzew, tworzyło koronkowe wzory na mchu, a delikatne listki rosnących tu i ówdzie brzózek leciutko drżały, poruszane delikatnym wiaterkiem. Gdzieniegdzie, pośród mięciutkich poduszeczek leśnego mchu rozkwitały już pojedyncze gałązki wrzosów, tworząc miłą dla oka mieszankę kolorów. Wysokie czubki sosen kołysały się na tle błękitnego nieba ozdobionego tu i ówdzie pasemkami białych obłoczków.” s.278
Bardzo przydatne okazało się drzewo genealogiczne rodziny i bliskich Ani. Szczerze przyznam, że po przeczytaniu pierwszej części miałam mały mętlik co do nazwisk, kto kim był dla kogo. Drzewo pozwoliło tę wiedzę uporządkować.
Wspaniale było ponownie przenieść się do tego pięknego miejsca. Gdy skończyłam czytać „Pensjonat Sosnówka” żałowałam, że nie mam możliwości by sięgnąć po następną powieść pani Marii „Domek nad morzem”.
Pani Maria Ulatowska napisała powieść, która pozwala nam spędzić urokliwe chwile na lekkiej i przyjemnej lekturze. Pozwala zapomnieć o problemach dnia codziennego, oderwać się od codzienności i uwierzyć, że na miłość zawsze jest czas. Niezależnie od tego czy mamy naście czy 60-dziesiąt lat.
Zapraszam więc do odwiedzenia tego optymistycznego miejsca, pełnego pozytywnych fluidów i dobra stworzonego przez autorkę.

Książkę mogłam przeczytać dzięki akcji Włóczykijka, za co serdecznie dziękuję organizatorkom.

sobota, 12 listopada 2011

Sosnowe dziedzictwo - Maria Ulatowska


Autor: Maria Ulatowska
Tytuł: Sosnowe dziedzictwo
ISBN: 978-83-7648-623-9
Wydawnictwo: Prószyński i Spółka
Rok wydania: 2011
Stron: 296
Moja ocena: 5/6
„Pełna pogody ducha i życzliwości opowieść o tym, jak los pomaga nam być szczęśliwymi” z okładki
Uwielbiam książki ze szczęśliwym zakończeniem, dlatego od momentu, gdy zobaczyłam zapowiedź powieści pani Marii Ulatowskiej „Sosnowe dziedzictwo” wiedziała, że na pewno ją przeczytam.
Bohaterką powieści jest Anna Towiańska. Trzydziestosześcioletnia kobieta właśnie odziedziczyła stary szlachecki dworek nad jeziorkiem w miejscowości Towiany – niewielkim, uroczym i pięknie położonym miasteczku na Kujawach. Pośród lasów, w pobliżu miejsca gdzie Noteć wpływa do jeziora Gopło oczom Anny ukazało się jej dziedzictwo – Sosnowy Dworek. Niestety stan budowli był opłakany. Wymagał wielkiego wkładu finansowego i sprawnych budowlańców by móc w nim zamieszkać.
 Anna ukończyła polonistykę, pracowała przy korekcie tekstów w wydawnictwie „Oczko” w Warszawie. Życie nie rozpieszczało jej. Małżeństwo jej się nie ułożyło, po pewnym czasie doszła do wniosku, że nic ją z mężem nie łączy. Decyzję o rozwodzie podjęła, gdy poroniła swoje pierwsze dziecko. Od tej pory nie może patrzeć na mężczyzn. Choć oni starali się o jej względy. Bohaterka jest piękną kobietą. Nie potrafi jednak stworzyć z nikim udanego związku. Jest osobą bardzo wrażliwą, uwielbia kontakt z przyrodą, duża fotografuje i czyta wiele książek. Może właśnie dlatego od pierwszych stron powieści pokochałam Annę, jest tak bardzo podobna do mnie.
Panna Towiańska długo nie wiedziała nic o istnieniu Sosnowego Dworku. Tajemnicę skrywał stary sejf uratowany podczas Powstania Warszawskiego, a służący przez lata jako pólka na paprotkę. Jednak pewnego dnia odkryto jego zawartość i postanowiono odszukać spadkobierczynię. A była tak blisko…
Sosnowy Dworek urzekł Annę, a mieszkańcy Towian szybko ją polubili i przyszli jej z pomocą. Irena Malinka pomaga jej w porządkach i gotuje, mecenas Witkowski pomaga znaleźć najlepszą ekipę budowlaną, a Marzenka zostaje jej pierwszą przyjaciółką. Jednak prawdziwego przyjaciela znajduje Anna nad brzegiem jeziora – wspaniałą sunię, którą wyrzucono z jadącego samochodu. Nadaje jej imię Szyszka. Dzięki niej poznaje Grzegorza – weterynarza, z którym wkrótce zacznie się spotykać. Nie można zapomnieć o Dyziu – parkingowym skrywającym przed mieszkańcami Towian swój talent plastyczny. Wspaniali ludzie wokół, piękno przyrody i miłość. Wszystko co tylko może sobie wymarzyć kobieta. Ale czy to wystarczy by Anna była wreszcie szczęśliwa? Czy zdecyduje się zamieszkać w Sosnowym Dworku? O tym przeczytacie w książce „Sosnowe dziedzictwo”.
Mnie książka urzekła. Pełna ciepła, dobra i tylu wspaniałych ludzi w jednym miejscu. Opowieści o ich życiu przeplatają się z opowieściami z przeszłości. Poznajemy losy rodziny Anny Towiańskiej, które naprawdę chwytają za serce. Dowiadujemy się również jak odkryto dokumenty potwierdzające, że Dworek należał do rodziny Anny. Wszystko napisane przystępnym językiem. Od lektury trudno było mi się oderwać.
Pani Maria udowodniła nam, że marzenia się spełniają. Nigdy nie będziemy wiedzieć jaki scenariusz szykuje nam życie, a ono potrafi nas zaskakiwać. A autorka takie różne scenariusze życiowe nam w swojej powieści pokazuje. Poznamy życie w małej miejscowości, gdzie każdy o każdym wie prawie wszystko, gdzie mieszkańcy tworzą jakby jedną wielką rodzinę. Pomagają sobie i są dla siebie życzliwi.
Powieść przenosi nas do wręcz bajkowego miejsca, z dala od zgiełku wielkich miast, gdzie w ciszy i spokoju, możemy wszystko przemyśleć, zaplanować. Do miejsca w którym możemy się zakochać.
W imieniu swoim zapraszam Was do tego urokliwego miejsca. Usiądźcie na tarasie Sosnowego Dworku, wsłuchajcie się w szum lasu i śpiew ptaków. Posłuchajcie jak wiatr szumi w okolicznych szuwarach, a fale lekko stukają o brzeg. Mam nadzieję, że tutaj zapomnicie o problemach codziennego życia i ponownie uwierzycie, że marzenia się spełniają.
„Sosnowe dziedzictwo” – przepiękną sagę rodzinną, serdecznie polecam, a osobiście cieszę się, że na półce czeka już kontynuacja powieści „Pensjonat Sosnówka”, po którą zaraz sięgnę.

Książkę mogłam przeczytać dzięki akcji Włoczykijka za co serdecznie dziękuję.