Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Literackie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Literackie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 grudnia 2012

Sezon na oliwki - Carol Drinkwater


Autor: Carol Drinkwater
Tytuł: Sezon na oliwki.
Tytuł: The Olive Season
Tłumaczenie: Hanna Pasierska
ISBN: 978-83-08-04539-8
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 2010
Stron: 438
Moja ocena: 5/6

„Jesteśmy w domu. Przebiegam wzrokiem po tarasach obsadzonych rzędami stareńkich drzew oliwkowych. Jest kwiecień, późna wiosna. Tutaj wśród wzgórz na północ od Lazurowego Wybrzeża, gaje oliwkowe rozkwitają dyskretnie maleńkimi białymi kwiatuszkami. W głębi, przycupnięta w połowie zbocza, naszym oczom ukazuje się willa w stylu belle epoque. Zdobna w liczne tarasy z balustradami, usadowiona wśród cedrów i palm, skierowana ku południowemu zachodowi, Zatoce Canneńskiej i wygrzanemu słońcem Morzu Śródziemnemu – oto ona, czekająca na nas „Appassionata”.” s. 8-9

Niedawno przeczytałam pierwszy tom Oliwkowej serii, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Wiedziałam, że szybko sięgnę po kontynuację książki. Tak w moje ręce trafiła druga książka z wymienionego cyklu „Sezon na oliwki”. Ponownie wracamy na oliwkową farmę i zachwycamy się jej urokiem. Nasi bohaterowie Carol i Michel wracają na swoją farmę już jako małżonkowie. Ich ślub odbył się na pięknej wyspie na Pacyfiku. Oczywiście nie obyło się bez perypetii i nieprzewidzianych zdarzeń. Wszystko jednak kończy się szczęśliwie. Przy tej okazji dowiemy się kilku ciekawych informacji na temat tego regionu świata i ciekawostek przyrodniczych.

„Tkwiąc w hotelu na Rarotonga, przeczytałam kilka zabranych z Sydney przewodników po południowym Pacyfiku. Wiem, że Aitutaki to jeden z najdalej wysuniętych na północ atoli południowej grupy Wysp Cooka. A oto inne poznane przeze mnie fakty: Pacyfik jest większy niż pięć kontynentów razem wziętych; jest głębszy od wszystkich pozostałych oceanów; jego wody zamieszkują żarłacze rafowe i mnóstwo innych, bardziej niebezpiecznych przedstawicieli tej rodziny; rekiny nie zmieniły się od setek tysięcy lat, co dowodzi, że są idealnie przystosowane do środowiska; koral to najszybciej rosnąca struktura tworzona przez żywe organizmy.” s.21-22

Młode małżeństwo stara się o apelacje AOC dla wyprodukowanej przez nich oliwę. Nie jest to sprawa prosta. Jej przyznawaniem zajmują się specjalne komórki w Wydziale Rolnictwa. Wymagania stawiane plantatorom są bardzo rygorystyczne. Oprócz wielu ton papierów które muszą wypełnić, wielu kontroli i certyfikacji, uzyskanie AOC będzie wymagało też poniesienia nowych kosztów i powiększenia uprawy oliwek o 200 nowych drzewek. Oczywiście wiąże się to z dodatkową pracą na oliwkowej farmie i koniecznością zatrudnienia nowych pomocników.
Trudności umila informacja, że Carol spodziewa się dziecka. Ich córeczka ma urodzić się na Święta Bożego Narodzenia. Bohaterka nie oszczędza się na farmie, pracuje równie ciężko jak poprzedniej wiosny i nie rezygnuje z pracy zawodowej. Podczas zdjęć do nowego serialu w Anglii Carol traci dziecko. Ta sytuacja całkowicie ją załamuje. Dodatkowo informacja, że nigdy nie będzie miała własnego dziecka wprowadza ją w stan wielkiej depresji.

„Linia życia głęboko w moim wnętrzu, licząca wiele stuleci, wiele tysiącleci, została zerwana. Odebrano mi, skradziono atawistyczne prawo, które uważałam za dany przez Boga atut. Istnieję w świecie stworzonym po to, by się rozmnażać – jako kto?” s.321

Zadaje sobie wiele pytań, obwinia się o swoją niemożliwość urodzenia dziecka. Boi się o swoją przyszłość i szczęście w małżeństwie.
„Zadręczam się. Jak powrócę do zdrowia? Jak zdołam się podnieść po tej klęsce? Co jeśli Michel mnie opuści? Co pozostanie jako dowód naszej miłości? Z pierwszą żoną mają dziewczynki; one są dowodem tamtego wczesnego uczucia. Nie mając własnych dzieci, nie pozostawiamy niczego. Nasza miłość będzie tylko przelotnym zdarzeniem w czasie; wspomnieniem.” s.358

Jedyną dla niej terapią jest powrót nad morze do jej ukochanej Appassionaty. Tutaj odnajduje spokój, choć nie staje się to z dnia na dzień. Carol nie chce słyszeć o powiększeniu farmy o kolejne drzewka, choć ciągle marzy o ulach i własnym miodzie. Przestaje również pisać swoją powieść i wyszukiwać nowych informacji o spotykanych gatunkach roślin i zwierząt. Coraz bardziej zamyka się w sobie. Drażni ją oglądanie szczęścia innych, obecność pełnoletnich już bliźniaczek, córek Michela. Kolejne pojawiające się problemy nie sprzyjają jej uzdrowieniu. Sytuacja poprawia się w okresie zbioru oliwek.

„Zbieranie oliwek to dla mnie terapia. Niektórzy ludzie robią na drutach albo wyszywają; ja uprawiam ogród, zrywam oliwki i tłoczę z nich oliwę. Cieszy mnie powietrze muskające moje policzki, brud pod połamanymi paznokciami, intensywny zapach wilgotnej ziemi, pieśni ptaków wokół; prostota i autentyczność życia na farmie. Ma sens; jest celowe; nie wymaga zrozumienia, choć potrzebuje oddania i bywa obciążające fizycznie. Lecz lubię nawet to – pracować, aż padam z nóg.” s. 418-419

To wtedy Carol uświadamia sobie, że mimo nie może dać dziecka swojemu mężowi, to pozostawi mu coś bardzo osobistego – jej książkę o ich życiu.

„Drzewo oliwkowe to symbol pokoju, mądrości, wieczności i odrodzenia. Narodziny, których będę świadkiem, nie będą narodzinami potomstwa spłodzonego przez Michela i wzrastającego w moim wnętrzu. Moje dzieci nie będą miały fizycznej postaci. Powstaną z mojej pasji, potrzeby tworzenia. […] To ona jest tą książką. Moje dziecko. Mój dar dla Michela.” S. 434-435

„Sezon na oliwki” czytało mi się wspaniale. Może historia nie jest, aż tak bardzo porywająca, ale w powieści znajduje się wiele ciekawych informacji, które mnie jako przyrodnika bardzo interesują. Bardzo współczułam Carol. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, jak można podnieść się po takiej stracie. Podziwiam również tą kobietę. Ciężko pracuje, po prostu kocha pracę na farmie. Zebranie tylko z pomocą Quasido ponad stu kilogramów oliwek to naprawdę ciężka praca.
Autorka wspaniale opisuje emocje. Czujemy się jakbyśmy byli w środku wydarzeń, słuchali opowieści dawno nie widzianej osoby. Podkreśla również jak ważna jest obecność drugiej osoby, kiedy wpadamy w depresję. Widać jak bardzo Michel kocha swoją żonę.
Nie brakuje w książce doznań smakowych. Carol opowiada nam o kupowanych serach czy winach, przygotowywanych sałatkach, przetworach czy potrawach. Aż chce się spróbować, pojechać do pięknej Prowansji.
W Sezonie na oliwki znajdziecie też wiele ciekawych informacji na temat uprawy i pochodzeniu wielu drzew owocowych np. moreli czy cytryny, historii różnych odwiedzanych miejscowości. Poznacie też wiele ciekawostek na temat pszczół.
Oto ciekawsze cytaty:

„Tablica informuje, że patrzymy na 145 tysięcy hektarów przyrodniczego muzeum na otwartym powietrzu. To rezerwat geologiczny. Stoimy w samym środku jednego z najwcześniej zamieszkanych rejonów świata, którego skały kryją skamieniałości i ślady życia z czasów prehistorycznych. Od 300 milionów lat te kamienie, te góry, snują swą opowieść – a przynajmniej tak twierdzą władze Rezerwatu Geologicznego Górnej Prowansji. Historia zapisana w skale; w jej załomkach i fałdach. Każda krzywizna, każde zagłębienie to słowo wyryte w granicie. Michel opowiada, że wśród skamieniałości znalezionych na tym rozległym obszarze są setki okazów amonitów oraz tropy prehistorycznych ptaków. Ptaków, które krążyły nad tymi górami, siadały, żerowały, mnożyły się tutaj.
Wzgórza, doliny, zielone lasy układające się w fale, odległe góry, grające w dali świerszcze, a wszystko pod przejrzystym jak kryształ niebem południa.” s.65

„Kiedy przejeżdżamy przez Castellane, dyszące pod naporem turystów i korków ulicznych – jedynych, jakie napotykamy w trakcie podróży – wszędzie widać drogowskazy do Grand Canyon du Verdon, największego wąwozu w Europie...” s.56

„Dla prawdziwego Prowansalczyka wszystkie drzewa są święte, lecz ich królową jest oliwka” s. 381

„Nazwa „Lazurowe Wybrzeże” pochodzi z książki wydanej w roku 1887 przez burgundzkiego prawnika i poetę Stephena Liegearda. […] Nazwał je Cote d`Azur na cześć atramentowego błękitu Morza Śródziemnego.” s.160

„Czytałam, że po ostatnim zaćmieniu Słońca w Anglii 29 czerwca 1927 roku Virginia Woolf zanotowała: „Upadliśmy. Zgasło. Nie było kolorów. Ziemia była martwa”. s.327

Serdecznie polecam lekturę książki „Sezon na oliwki”. Ja już z niecierpliwością czekam na możliwość przeczytania kolejnego tomu tej serii.

czwartek, 15 grudnia 2011

Królowa pszczół - Katarzyna Krenz


Autor: Katarzyna Krenz
Tytuł: Królowa pszczół
Wydanie: I
ISBN: 978-83-08-04700-2
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Stron: 333
Moja ocena: 4,5/6

„Życie jest tak hałaśliwe. Szumi, dudni, brzęczy. Choćby liście na drzewach. W jego wyobraźni wybijały się z pąków z hukiem, rosły chrzęszcząc, a potem opadały na ziemię z nieustannym szelestem.  A chmury gnane wiatrem? A ptasie gniazda, wypełnione wołaniem piskląt o pożywienie? A rzeki, morza, wodospady? Wulkany? Świat to jeden wielki rozbrzęczany ul.” s. 55


 Katarzyna Krenz to urodzona w 1953 roku pisarka, poetka i tłumaczka. Jej wiersze były tłumaczone na wiele języków. Jest autorką takich powieści jak „W ogrodzie Mirandy” i „Lekcja tańca”. Jej najnowsza powieść nosi tytuł „Królowa pszczół”. Tytuł tak intrygujący, że postanowiła przeczytać książkę. To nie jest moje pierwsze spotkanie z autorką. Czytałam już „W ogrodzie Mirandy” i książka bardzo mi się podobała.
„Królowa pszczół” to nie powieść o życiu w ulu. Choć jak autorka napisała w swojej książce – „Świat to jeden wielki rozbrzęczany ul”. Bohaterami książki jest grupa młodych ludzi, którzy razem tworzą grupę teatralną.  Każda z tych osób coś przykrego przeszła w życiu. Łącząca ich pasja i tournee po Europie jest dla nich ucieczką od problemów dnia codziennego, a także okazją do zawiązania nowych przyjaźni i odnalezienia miłości.
Pomysłodawczynią całej podróży do Pampeluny z małymi przystankami w różnych częściach Europy jest Helena. Pracuje ona w Domu Kultury w Olsztynie. Wraz z nią wyjedzie też jej dawna miłość Stefan oraz przyjaciółka Alicja. W skład grupy wchodzi też Lena, która chce zapomnieć o rozstaniu z chłopakiem, zbuntowana Marta, która stara się zwrócić na siebie uwagę tatuażami i prawie ogoloną głową, a także Roksana, Łukasz, Rita i Hugo. Wszyscy ze swoimi historiami życiowymi. Nie można zapomnieć również o samotnym profesorze Gorczyńskim, który obiecał swojej matce, że się nigdy nie zakocha.
Cała opowieść skupia się na podróży trupy teatralnej po Europie. Poznajemy problemy na jakie się napotykają. Widzimy jak każdy z bohaterów stara się pokonać rutynę dnia codziennego, zapomnieć o swoich problemach. Ta różnorodność osobowości i różnorodne perypetie życiowe z jakimi się spotkali w swoim życiu, sprawia, że stanowią oni jeden zgrany zespół. Autorka każdego bohatera bardzo dokładnie scharakteryzowała. Poznajemy ich przeszłość, ich marzenia, pragnienia, myśli. Ta charakterystyka jest tak dokładna, że w każdym z nich odnajdziemy kogoś, kogo znamy, a może nawet samych siebie. Dlatego może bohaterowie tej powieści stają się nam tak bliscy. Jaki wpływ na dalsze życie grupy teatralnej będzie miało tournée i jak zmieni ich samych przeczytajcie w najnowszej powieści pani Kasi Krenz.
Książka napisana bardzo fajnym, barwnym  językiem. Czyta się ją szybko i z przyjemnością, chociaż porusza bardzo trudne tematy. Czasami jest nostalgiczna, wręcz smutna, bo nie brakuje w niej ludzkich dramatów. Ale przecież w życiu jest tak samo. Codziennie media i otoczenie bombarduje nas informacjami na temat trudnego życia wielu z nas. Widzimy wokół rozpacz po utracie najbliższej osoby. Ta książka po prostu opisuje życie jakie jest. Każdy z nas ma w nim jakąś rolę do wykonania – tak jak pszczoły w ulu. Często skupiamy się tylko na sobie, swojej pracy, swojej roli w życiu. Dzięki lekturze „Królowej pszczół” na pewno spojrzymy na otaczający nas świat trochę inaczej. Może dostrzeżemy problemy innych osób, może komuś uda się nam pomóc.
Każda z pięciu części książki jest poprzedzona cytatem z „Życia pszczół” Maurycego Maeterlincka. Przybliżają nam one życie tych małych owadów i stworzonej przez nich społeczności. Ich wytrwałość, inteligencja i upór są niespotykane nigdzie indziej w przyrodzie. Warto brać z nich przykład.
Zachęcam by sięgnąć po „Królową pszczół, gdyż czasami warto przeczytać trochę filozoficzną  książkę, która obrazuje nas samych, nasze problemy, słabości, wady i zalety. Warto się nad nimi zastanowić, przemyśleć i może zmienić. Bo przecież nie jesteśmy idealni – prawda? Ale wszyscy jesteśmy mieszkańcami Europy czyli tytułowej KRÓLOWEJ PSZCZÓŁ.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Literackiemu oraz portalowi Sztukater


niedziela, 25 września 2011

Dom w Italii - Peter Pezzelli

Autor: Peter Pezzeli
Tytuł: Dom w Italii
Tytuł oryginalny: Home to Italy
Język oryginalny: angielski
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska
Wydanie: I
ISBN: 978-83-08-04473-5
Stron: 300
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Moja ocena: 6/6
„- Możesz wyrwać mnie z Villa San Giuseppe, ale trudno jest wyrwać Villa San Giuseppe z serca – oznajmił Peppi” s. 67
Włoch zawsze kojarzą mi się ze wspaniałymi wakacjami, ciepłym klimatem, cudownymi krajobrazami oraz oliwkami. Szczególnie upodobałam sobie Toskanię, Abruzję i Bolonię dlatego bez zastanowienia sięgnęłam po nową powieść Petera Pezzelli „Dom w Italii”. Autora kojarzyłam z recenzji jego innych książek zwłaszcza „Kuchni Franceski”, ale nigdy jego powieści nie czytałam. Czas było to zmienić.
Bohaterem „Domu w Italii” jest Peppi. Urodził się on we Włoszech w małej miejscowości w prowincji Abruzja. Wraz z rodzicami mieszkał w domku obok mulino (młyn). Był jedynakiem, ale nie brakowało mu rodzeństwa. Zawsze miał się z kim bawić, gdyż otaczało go liczne kuzynostwo. W wolnych chwilach jeździł na rowerze do pobliskiego miasteczka. Uroki dzieciństwa przerwał wybuch II wojny światowej. Rodzina rozjechała się po całym świecie, a wielu z nich nigdy do domu nie wróciło, w tym i ojciec Peppiego. Wkrótce zmarła też jego matka. Nic po za przyjacielem we Włoszech go nie trzymało, dlatego jako młody chłopak postanowił wyemigrować do Ameryki. Tam poznał swoją przyszłą żonę Annę. Wkrótce zamieszkali w ich wspólnym domu. Byli szczęśliwym małżeństwem, jedyne czym Bóg ich nie obdarzył to dziecko. Po czterdziestu latach małżeństwa okazało się, że Anna ma udar. Jesienią Peppi został wdowcem. Bardzo przeżywał śmierć swojej ukochanej, nie chciał się z nikim widywać, wszystko przypominało mu Annę, stracił apetyt i chęć do życia. Gdy nadszedł nowy rok postanowił wrócić na stałe do Włoch, do miejsca w którym się urodził. Wiedział, że czeka tam na niego jego przyjaciel Luca, tak jak on zapalony kolarz i pozostawiona ojcowizna mulino.
Pewnego niedzielnego poranka na placu miasteczka, w momencie startu tradycyjnego niedzielnego wyścigu kolarskiego, pojawia się nowy zawodnik. Luca od razu rozpoznaje swojego dawnego przyjaciela Peppi. Luca jest właścicielem fabryki czekoladek. Ma wspaniałą żonę, syna córkę i dwoje wnucząt. Wkrótce Peppi poznaje prawie całą rodzinę swojego przyjaciela. Na niedzielnym obiedzie brakuje tylko Lucrezii – czterdziestojednoletniej córki Luci. Peppi chce jak najszybciej zobaczyć co pozostało z jego rodzinnego domu. Luca zwleka by go tam zabrać. Planują na drugi dzień wycieczkę rowerową by po drodze zobaczyć mulino. To co zobaczył Peppi nie przypominało domku z jego wspomnień. Mulino został całkowicie zniszczony podczas trzęsienia ziemi. Mężczyzna zamieszkał więc w mieszkanku koło fabryki czekolady. Już wkrótce bohater poznaje Lucrezie. Pomaga ona ojcu w zarządzaniu fabryką. Trzyma ona pracowników twardą ręką, a wszystkie błędy wytyka im krzykiem. Lucrezia jest wdową. Jej mąż zginął w wypadku samochodowym dziesięć lat temu. Kobieta by zapomnieć o swoim smutku cały swój czas poświęca pracy. Na jej twarzy od dawna nie widać było uśmiechu. Peppiego i Lucrezie łączy ten sam smutek, dzieli dużą różnica wieku. Rozumieją się świetnie i wkrótce ich przyjaźń zamienia się w coś więcej. Czy ich związek ma szansę na przetrwanie?
Powieść napisana lekkim językiem, czyta się ją wspaniale. Pięknie opisane krajobrazy, wspaniałe potrawy włoskiej kuchni i moje ulubione oliwki. Tak przy okazji oliwek dowiedziałam się, że zawierają one kwasy wpływające na poprawę humoru i kwasy Omega3 wpływające na myślenie. Super.
Jednak to co w książce podobało mi się najbardziej to przedstawione uczucia bohaterów. To co odczuwali po stracie bliskich im osób. Jak starali sobie z tym poradzić uciekając w wir pracy.
„Kobiety potrafią o wiele lepiej niż my mówić o rzeczach, które je smucą, a to pomaga. Mężczyźni tylko w milczeniu dźwigają ten ciężar, jak wór ziemniaków. Próbujemy go ignorować i czasem, jeśli jesteśmy dość silni, przyzwyczajamy się do niego i smutek po prostu mija. Czasem jednak zagnieżdża się w nas na dłużej, przygniata nas mocniej, aż w końcu nas pokonuje, zżera nam serca i dusze. Usiłujemy udawać, że wcale go nie czujemy, wynajdując sobie kolejne zajęcia, co jest idiotyzmem, bo prędzej czy później doprowadzi nas do stanu, w którym nie będziemy mogli nawet się poruszyć, przytłoczeni ciężarem, który jest już nie do zniesienia” s.127
Jak zmieniali się gdy odkrywali swoje uczucie. Autor ukazał nam, że wiek nie jest przeszkodą by ponownie się zakochać i aby spełniły się marzenia. Musimy mieć nadzieję, że kiedyś wyjdzie Słońce, że nasze życie będzie znowu usłane różami, że znowu będziemy szczęśliwi.
Książkę polecam bardzo serdecznie. Miła lektura na niedzielne popołudnie. Z przyjemnością zapoznam się z kolejnymi powieściami autora. Na półce czeka już „Lekcja włoskiego”.
Za możliwość przeczytania powieści dziękuję Wydawnictwu Literackiemu i portalowi Sztukater.

niedziela, 28 sierpnia 2011

Niepokorne. Kobiety, które zmieniły świat + candy


Autor: Cristina De Stefano
Tytuł: Niepokorne. Kobiety, które zmieniły świat
Tytuł oryginału: Americane Avventurose
Język oryginału: włoski
Przekład: Jolanta Sas-Wydro
Liczba stron: 227
Rok wydania: 2010
Numer wydania: I
Oprawa: twarda
ISBN: 978-83-08-04544-2
Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Moja ocena: 4/6

„Myślę, że kobiety zbyt często marnują własny talent, wykazując nadmierne skłonności do nieuleczalnego romantyzmu. […] Pogoń za romantyczną historią miłosną – nawet jeśli wyłącznie w wyobraźni albo zwłaszcza tam – pochłania ogromnie dużo czasu i energii” Kay Swift s. 193-194

Bardzo lubię czytać biografie znanych ludzi, a tym bardziej gdy są to kobiety. Można dowiedzieć się z nich ciekawy informacji na temat życia, twórczości i marzeń osób bardziej lub mniej znanych z pierwszych stron gazet. Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej o kobiecie która: wymyśliła stanik, jako pierwsza przeleciała Atlantyk samolotem, napisała pierwszy musical, zilustrowała „Tajemniczy ogród”, dekorowała Biały Dom czy dowiedzieć się którą z kobiet uznano z afroamerykańską Merilyn Monroe, a która walczyła o wprowadzenie Kontroli urodzeń w Ameryce, przeczytaj książkę „Niepokorne. Kobiety, które zmieniły świat” autorstwa Cristiny De Stefano. Ta włoska dziennikarka przygotowała krótkie życiorysy dwudziestu amerykańskich kobiet, których idee lub dzieła miały wpływ na historię. Oczywiście w historii znajdziemy wiele innych sław, których nazwiska są nam dobrze znane. Wybrane przez autorkę nazwiska nie wiele mi mówiły. Jednak, gdy zaczęłam o nich czytać przekonałam się, że faktycznie zasługują na to by ich nie zapomnieć. Nie chciałabym przytaczać tutaj żadnej konkretnej postaci. Wśród bohaterek książki znajdziecie pisarki, poetki, ilustratorki książek, aktorki, kompozytorki, antropologa i ekologa, fotografów, aktywistki, kobiety które potrafiły walczyć o swoje przekonania. Wszystkie one były ambitne i dzięki swojemu uporowi osiągnęły sukces. Sukces ten jednak zawsze przypłacony był szczęściem rodzinnym. Każda z kobiet miała burzliwe życie miłosne, niektóre z nich kilkakrotnie wychodziły za mąż, często zmieniały partnerów, a partnerami ich nie zawsze byli tylko mężczyźni. Niektóre dla miłości znosiły wiele np. katowanie ich przez mężczyznę lub przypłaciły karierę zdrowiem psychicznym. Czasami do sukcesu przyczynił się zbieg okoliczności, a czasami całkowite poświęcenie pracy. Wszystkie te kobiety udowodniły, że nie tylko mężczyźni są wynalazcami i zmieniają świat, utorowały drogę innym kobietą, dzięki czemu teraz mogą one wykonywać prawie każdy zawód.
Książkę czyta się lekko, poszczególne rozdziały (życiorysy) są krótkie, każdy wzbogacony fotografią. Mimo, że może wydawać się, że wiedza o tych osobach została bardzo skumulowana, to uważam to za dobre rozwiązanie. Każdy z życiorysów zachęcił mnie do dalszych poszukiwań. Poszerzenia wiedzy na przeczytany temat. Teraz wiem, że nazwiska poznane w tej książce pozostaną już w mojej pamięci, przynajmniej na najbliższy czas.
Serdecznie polecam „Niepokorne…” Myślę, że warto przybliżyć sobie trochę informacji na ich temat.

Książkę wygrałam w candy u kornwalii, obiecała, że recenzja ukarze się do końca wakacji i słowa dotrzymuję.  Małgosiu jeszcze raz serdecznie dziękuję za książkę.


Żeby i Wam dać możliwość przeczytania tej książki ogłaszam candy na swoim blogu.
Warunki uczestnictwa:
1. Zgłoś chęć uczestnictwa w komentarzu pod tym postem.
2. O candy poinformuj na swoim blogu, a jeśli go nie prowadzisz to na facebooku.
3. Po otrzymaniu książki przeczytaj ją w ciągu trzech miesięcy, recenzję umieść na swoim blogu lub facebooku, zostawiając link w komentarzu na moim blogu.
4. Fajnie było, gdyby książkę mogły przeczytać jeszcze inne osoby. Dlatego zorganizuj Candy na podobnych zasadach u siebie. (warunek nie konieczny, ale byłoby miło)
Zapraszam więc do udziału. na zgłoszenia czekam do 10 września. Następnego dnia ogłoszę wyniki.