Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura niemiecka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura niemiecka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 września 2012

Lucian - Isabel Abedi



Autor: Isabel Abedi
Tytuł: Lucian
Tytuł oryginalny: Lucian
Tłumaczenie: Anna Wziątek
Wydawnictwo: Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2011
ISBN: 978-83-10-11832-5
Wydanie: e-book
Stron: 528
Moja ocena: 4/6

„Jak naprawdę nazywał się Lucian? Ile miał lat? Jakiego życia nie pamiętał? I kwestia najważniejsza: co ja miałam z tym wspólnego? Dlaczego nie mogłam pozbyć się uczucia, że odgrywam w tym wszystkim jakąś rolę i mimo szczerych chęci nie umiałam wyjaśnić jaką?”

Isabel Abedi urodziła się w 1967 roku w Monachium. Swoją przygodę z pisarstwem rozpoczynała od pisania krótkich tekstów do reklam szamponów czy czekolady. Potem zajęła się pisaniem obrazkowych książek dla dzieci, potem powieści przeznaczonych dla młodszych i starszych czytelników. Dużą popularność przyniosła jej powieść dla młodzieży pod tytułem „Lucian”.
Narratorką a zarazem bohaterką powieści jest Rebeka Wolff. Mieszka ona wraz z matką i jej partnerką w Niemczech. Ojciec Beki mieszka w Stanach Zjednoczonych. Od lat przyjaźnił się z Jane mamą bohaterki i gdy ona postanowiła urodzić dziecko, to on dał życie Małej Beki. Matka nastolatki jest lesbijką, mieszka ze swoją przyjaciółką Patrizią (Wróbelkiem). Mają swoje wspólne tradycje na przykład w każdą środę po kolei każda z nich planuje ich wieczór. Wspólnie też zajmują się dorastającą dziewczyną. Janne pracuje w poradni jako psycholog. Ojciec Beki założył nową rodzinę, ale nadal utrzymuje kontakt z córką i odwiedza gdy tylko nadarzy się okazja.
Rebeka jest typową nastolatką. Uwielbia chodzić na pływalnie, spotyka się z chłopakiem o imieniu Sebastian, a swoimi problemami dzieli się z przyjaciółką Suze. Jest prymuską z języka angielskiego i nie sprawia problemów wychowawczych.
Pewnej nocy wyglądając przez okno widzi opartego o pobliską latarnię młodzieńca. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt, że chłopak wyraźnie ją obserwuje. Wkrótce spotykają się ponownie na „pchlim targu”. Dziewczyna dowiaduje się, że nazywa się on Lucian.
Od tej pory w jej życiu zachodzi wiele zmian. Pierwsze co ją zaskoczyło to to, że Lucian zajmuje jej całe myśli. Nie wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia. Mówi:
„Miłość jest dla mnie czymś zupełnie innym […] Składa się na nią tak wiele drobiazgów, które tworzą całość, że nie da się ich odczuwać w przypadku kogoś obcego. A może jednak?”
Jednak ona oczami wyobraźni widzi czarnowłosego, przystojnego, dość szczupłego, ale muskularnego mężczyznę o szczupłej twarzy, wystających kościach policzkowych i głębokimi cieniami pod oczami.
Wciąż czuje dotyk jego dłoni na jej wisiorku, czuje jego spojrzenia. Ma wrażenie jakby odczuwała jego myśli. Był wyczerpany a jednak czujny, jakby wciąż uciekał.
Dziewczyna zastanawia się coraz bardziej dlaczego tak ciągnie ją do Luciana, kim on właściwie jest, że tak dobrze ją zna, miejsca w których bywa i jej życie. Dochodzi do takiego momentu, że dwoje młodych ludzi nie potrafi żyć bez siebie. Gdy się od siebie oddalają czują ogromną pustkę, wręcz ból.
Do całej sytuacji włącza się Jenny, gdyż to do niej na terapię trafia Lucian. Nie pamięta on swojej przeszłości, a jej fragmenty może odkrywać tylko w snach, o których potem opowiada swojej terapeutce. Matka Beki zauważa w nich opowieści ze swojego życia i to ją bardzo zastanawia.
Jaką rolę odegrał Lucian w życiu rodziny Wolff? Jak jego obecność wpłynie na ich teraźniejsze życie?
Wszystkiego dowiecie się czytając powieść niemieckiej pisarki.
Przyznam, że początek trochę nudnawy. Bałam się, że będzie to kolejny typowy paranormalny romans, jednak myliłam się. W pewnym momencie akcja powieści tak się rozwinęła, aż trudno się było od niej oderwać.
Lucian to wzruszająca, momentami smutna powieść o miłości, więziach rodzinnych i prawdziwej przyjaźni. To powieść o przeznaczeniu o którym nie mamy pojęcia, odkrywaniu siebie i tajemnic swojego życia. Autorka wspaniale rozbudowuje akcje powieści, tak że potem w trakcie czytania nie można się od niej oderwać. Powieść została podzielona na trzy części. Pierwsza i ostatnia to historia opowiedziana przez Rebekę, widziana jej oczami. Pozwala ona nam poznać dokładnie rodzinę dziewczyny, jej przyjaciół a przede wszystkim ją samą. Jej odczucia, wrażenia i myśli. Druga część to  e-maile od jej przyjaciół.  Opisują w nich wydarzenia z ostatnich miesięcy. Gdyby nie fakt, że w pierwszej części poznajemy całą historię i jej bohaterów, można byłoby ją sobie darować, jednak od kolejnej części naprawdę rosną emocje i trudno odłożyć książkę.
Nieprzewidywalne zakończenie i historia różniąca od innych powieści tego typu sprawia, że jest to lektura godna przeczytania.
Myślę, że zachwycą się nią nie tylko nastolatki.

Polecam serdecznie.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Woblink

niedziela, 1 kwietnia 2012

Woal - Ana Veloso


Autor: Ana Veloso
Tytuł: Woal
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: grudzień 2011
Stron: 512
Moja ocena: 6/6

Ana Veloso urodziła się w 1964 roku w Koblencji. Jest niemiecką pisarką i dziennikarka. Studiowała w Rio de Janeiro. Mieszkała przez wiele lat w Brazylii, gdzie znalazła temat do swojej pierwszej sagi rodzinnej „Zapach kwiatów kawy”. Autorka znana jest również polskim czytelnikom z powieści „Bądź zdrowa, Lizbono” i „Dziewczyna znad Rio Paraiso”. Akcja jej najnowszej powieści „Woal” rozgrywa się w XVII wieku w Indiach, dokładnie w portugalskiej kolonii w miejscowości Goa. Główny bohater Miguel Ribeiro Cruz, portugalski szlachcic, przyjeżdża do Goa. Musiał opuścić rodzinne miasto, gdyż zamieszany jest w skandale obyczajowe. Teraz chce wieść życie dobrego, przykładnego szlachcica, a przy okazji wyjaśnić, kto okrada rodzinny interes związany z handlem przyprawami korzennymi. Przypadkiem poznaje tajemniczą dona Amba. Kobieta w towarzystwie pojawia się dość rzadko, zawsze jednak jej twarz zakrywa niebieski woal. Nikt nie wie dlaczego kobieta zakrywa swoją twarz. Czy powodem tego jest jakaś wada jej urody, czy wręcz przeciwnie jest zachwycająco piękna. Miguel jest zdeterminowany do tego by odkryć jej tajemnice. Początkowo jednak nie bardzo mu się udaje. Amba jest kobietą niedostępną, nie przyjmuje podarków od młodego szlachcica, nie chce ulec jego urokowi. Pewnego dnia jednak wszystko się zmienia. Portugalczyk zachorował na jedną z tropikalnych chorób i to właśnie dona Amba pielęgnuje go, dzięki czemu mężczyzna wraca do zdrowia. Czy dona Amba odkryje swoją twarz? Czy oboje połączy miłość? Jaką tajemnicę skrywa kobieta? Wszystkiego dowiecie się czytając książkę „Woal”.
Powieść niezwykle wciągająca. Autorka fragmentami odkrywa wcześniejsze życie bohaterów, umieszczając je w ważnych historycznych wydarzeniach krajów w których mieszkają. Jak można się domyśleć skupia się w szczególności na życiu, historii i kulturze Indii. Dowiemy się wiele na temat świętej inkwizycji i życiu w koloniach portugalskich. Inkwizycja szczególnie gnębiła skolonizowane kraje takie jak Indie. Zmuszała mieszkańców tych regionów do przejścia na katolicyzm. Jakikolwiek sprzeciw wiązał się z wyrokiem śmierci na siebie i często całą rodzinę. Niewierni byli wtrącani do lochów, gdzie czekała ich śmierć głodowa. Majątek jaki posiadali zabierali Portugalczycy.
Wspaniale pokazała autorka przenikanie się różnych kultur na tym obszarze. Aranżowanie małżeństw, wierzenia i zwyczaje panujące w Indiach zostały opisane bardzo dokładnie. Pozwalają wczuć się w klimat panujący w Goa. Realizmu dodaje zastosowanie oryginalnych nazw indyjskich, stylizacja na gwarę kolonialną i opis regionalnych potraw. Do tego piękne, malownicze krajobrazy, pachnące egzotyką.
Nie jest to jakiś typowy romans, choć miłosny wątek w książce się pojawia. Czyta się ją wspaniale, trudno oderwać się od lektury. Dzięki tej powieści można wiele dowiedzieć się na temat Indii. Książka jest pełna przygód, wartkiej akcji. Jest miłość i zdrada, bogactwo i bieda, nienawiść i. Przeciwieństwa które sprawiają, że wciągamy się w powieść bez żadnych oporów.
Wspaniała książka nie tylko dla miłośników indyjskich klimatów. Interesująca i pełna emocji. „Woal” krytycy literaccy uznali za najlepszą powieść autorki. Ja z nimi się zgadzam w 100%. Przeczytałam wszystkie książki Ana Veloso i ta faktycznie jest najlepsza. Polecam !!!

Za książkę dziękuję księgarni internetowej Woblink

piątek, 20 stycznia 2012

Dziadek do orzechów i Król Myszy - E.T.A. Hoffman

Autor: E.T.A. Hoffman
Tytuł: Dziadek do orzechów i Król Myszy
Tytuł oryginalny: Nußknacker und Mausekönig
Język oryginalny: niemiecki
Tłumaczenie: Izabella Korsak
Ilustracje: Ignacy Czwartos
Wydawnictwo: Axis Mundi
ISBN: 9788361432180
Rok wydania: 2011
Stron: 176
Moja ocena: 4/6


Baśń o Dziadku do orzechów kojarzy mi się zawsze ze świętami Bożego Narodzenia. To chyba po „Opowieści wigilijnej” Dickensa najczęściej czytana w tym okresie książka. Ja jednak do tej pory znałam ją tylko z bajki oglądanej w dzieciństwie, a także z baletu, który miałam kiedyś okazję zobaczyć. Po raz pierwszy książka została wydana w Boże Narodzenie 1816 roku. Na pewno sławy dodała jej adaptacja książki na potrzeby baletu przez Piotra Czajkowskiego. W 2011 roku książkę ponownie wydało wydawnictwo m.in. wydawnictwo Axis Mundi.
Nie wiedziałam, że niemiecki autor książki E.T.A. Hoffman przez wiele lat mieszkał w Polsce. Tworzył i pracował w Głogowie, Poznaniu, Płocku a na koniec w Warszawie. Jego żona była polką.
Historia „Dziadka do orzechów” rozpoczyna się w wigilijny wieczór. Fryc i Maria nie mogą doczekać się prezentów pod choinkę. Najbardziej czekają na prezenty od wujka Drosselmeiera, który wykonuje je samodzielnie w drewnie, często są one wyposażone w mechanizmy, które poruszają zabawką. I tym razem wujek ich nie zawiódł, dzieci otrzymały piękny ruchomy zamek w którym odbywał się bal, konika na którym można jeździć, ale szczególnie spodobał się im dziadek do orzechów. Niestety Fryc szybko go zniszczył, łupiąc zbyt duże orzechy. Wrażliwej i spokojnej Marii żal zrobiło się zabawki. Zabrała go do swojego pokoju i postawiła wśród swoich ukochanych lal. W nocy rozpoczyna się bitwa między zabawkami a myszami. Na czele martwych za dnia zabawek staje Dziadek do orzechów. Nie jest to jednak zwykła figurka. Całą bitwę obserwuje Maria. To dzięki jej pomocy udaje się zabawkom pokonać złego Króla Myszy.
Książka „Dziadek do orzechów i Król Myszy” została tym razem wydana bez skrótów i zmian. Objaśnienia i wstęp do książki napisała Izabela Korsak. Klasyczna opowieść początkowo wydaje się sielanką. Piękna atmosfera świąt, zostaje zakłócona. Historia staje się coraz bardziej tajemnicza i groźna. Wywołuje wiele emocji. Wszystko jednak kończy się dobrze.
„Dziadek do orzechów...” został wydany w serii Bajki baletowe. Jest wspaniałym wprowadzeniem do obejrzenia spektaklu baletowego. Tego typu opowiadania kształtują umysł dziecka, wzbogacają jego i tak przecież bujną wyobraźnie. W książce miesza się fantazja z rzeczywistością.
Przyznam, że chwilowo książkę czytało się ciężko. Trochę trudny tekst, raczej dla starszych dzieci. Jednak sama historia piękna i warta poznania. Bardzo ciekawe ilustracje.








Warto mieć książkę w swojej biblioteczce, ja na pewno będę do niej wracać.


Za książkę dziękuję wydawnictwu i portalowi Sztukater

poniedziałek, 11 lipca 2011

Niebo nad Maralal - Christina Hachfeld-Tapukai


Autor: Christina Hochfeld-Tapukai
Tytuł: Niebo nad Maralal
Tytuł oryginału: Der Kimmel uber Maralal
Język oryginału: niemiecki
Przekład: Jolanta Janicka
Liczba stron: 383
Rok wydania: 2011
Numer wydania: I
Oprawa: miękka
ISBN: 978-83-62252-30-5
Wydawca: TELBIT
Miejsce wydania: Warszawa
Moja ocena: 5/6

„Wiele z tego, co dotyczy „mojej Afryki”, widzę teraz w innym świetle. Czasami tęsknię za tamtą naiwnością, bezgranicznym zachwytem i dreszczem emocji, jakie budził we mnie ten cudowny świat, gdy znikomą miałam wiedzę o kontynencie, kilku jego krajach i narodach, wiedzę, która dzisiaj ma decydujący wpływ na moje odczucia. Jednak miłość do Afryki i jej mieszkańców pozostała niezmienna. Dzika, pierwotna Afryka jest potężna i jedyna w swoim rodzaju” s.9

Każdy z nas ma swoje wyobrażenie na temat Afryki. Mi osobiście kojarzy się z wysoką temperaturą, pustynią, sawanną i rdzennymi mieszkańcami, często głodującymi, żyjącymi w skrajnych warunkach. Ale Afryka ma przecież i inne oblicza. Ciekawa kultura, piękne krajobrazy przyciągają na ten kontynent wielu turystów. Jedną z takich osób była autorka książki „Niebo nad Marala” Christina Hochfeld-Tapukai. Kobieta przyjechała do Kenii kilkanaście lat temu, zakochała się nie tylko w pięknych widokach, ale również tam spotkała miłość swojego życia – wojownika Samburu o imieniu Lpetati. (O tym jak się poznali i jak rozkwitała ich miłość możecie przeczytać w książce „Miłość lwicy” tejże autorki). Autorka zamieszkała na stałe w Kenii. Przez cały czas przemieszczając się z domu swojego męża – chaty z drewnianych balii – w dystrykcie Tamburu na północy kraju do domu kupionego na wybrzeżu Oceanu Indyjskiego po przeciwnej stronie Kenii, gdzie pracowała występując dla gości hotelowych. Cała podróż trwała około dwudziestu godzin. Żona wojownika ukazuje nam w swojej powieści prawdziwe życie w tym fascynującym kraju. Bycie żoną wojownika nie jest łatwe. Po pierwsze wojownicy nie pracują, więc kobieta zarabia tutaj na rodzinę. Wielkim zaszczytem dla mężczyzny jest mieć bogatą żonę. Ma ona obowiązek utrzymywanie wielu krewnych w jego wiosce, każdy może dosiąść się do posiłku w restauracji i trzeba za niego zapłacić. Kobieta sama płaciła za wybudowanie im chaty w wiosce. To wszystko jest potrzebne by zostać zaakceptowaną przez rodzinę męża. Życie w Kenii jest też bardzo niebezpieczne. Mężczyźni szukają łatwego zarobku. Często zastawiają sidła na naiwne białe kobiety, które rozkochują w sobie, a gdy już nie mają one pieniędzy zostają porzucone i zrozpaczone, skazane tylko na siebie. Dobytek można stracić również nabierając się na jakieś kłamstwa np. na pożyczenie samochodu, bo w okolicy zdarzył się wypadek. Autorka opisywała też jak okoliczni mieszkańcy kradli jej prąd i wodę z domku na wybrzeżu. Lecz nie tylko o tych złych stronach życia w Afryce piszę pani Christina. Opisuje jakie różne udogodnienia wprowadziła w swoim domku (nie zawsze akceptowane przez mieszkańców wioski), pisze wiele o swoich przyjaciołach w Kenii i Niemczech, ale przede wszystkim skupia się na pięknej miłości łączącej ją i Lpetatiego.  O tym jak walczył on z gruźlicą, jakim jest oddanym i kochającym mężem i jak różni się od innych mężczyzn. Ich miłość jest prawdziwa, dojrzała, spełniona. Autorka udowadnia nam, że różnice w kolorze skóry, inna kultura wcale nie przeszkadzają w tym by dwoje ludzi było ze sobą szczęśliwych.
Książkę czytało mi się bardzo fajnie. Nawet nie wiem kiedy przeczytałam ponad 300 stron. Uroku dodają przepiękne opisy krajobrazu. Wręcz czułam się tak jakbym przemierzała niedostępne ścieżki i spoglądała w rozgwieżdżone niebo w Marala. Razem z autorką przeżywałam przykre dla niej chwile, martwiłam się o zdrowie jej męża i złościłam się na wszystkich, którzy próbowali skrzywdzić ją lub kogoś z jej bliskich. Podziwiałam Cristinę za jej odwagę by przenieść się na takie niedostępne tereny, zostawić dogodności dnia codziennego. Miłość jednak jest tego warta. Jak wspaniałe są słowa autorki „Raj ma dwie strony, tę widzialną i tę odczuwalną we wnętrzu, który jest we mnie” Tak jak jej życie w Kenii, z jednej strony niebezpieczne a drugiej pełne miłości.
Polecam książkę nie tylko miłośniczkom romansów, ale przede wszystkim osobą lubiącym czytać książki o egzotycznych miejscach, czarnym kontynencie, wszystkich lubiących podróżować choćby tylko palcem po mapie. Wspaniała lektura na wakacje.

wtorek, 9 listopada 2010

Dobranoc, słonko - Heidi Hassenmüller

Tytuł: Dobranoc, słonko
Autor: Heidi Hassenmüller
Wydawnictwo: Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Rok wydania: 2004
Stron: 122
Moja ocena: 5,5/6

Książka "Dobranoc, słonko" porusza bardzo bolesny i trudny temat - problem molestowania seksualnego. Bohaterką powieści jest Gabi. Akcja powieści toczy się zaraz po II wojnie światowej w Niemczech. Ojciec Gabi zginął podczas walk w Berlinie. Pewnego dnia do mieszkania dziewczynki przychodzi przyjaciel ojca i tak już zostaje. Wkrótce zostaje ojczymem Gabi i jej brata. To ojczym od najmłodszych lat wykorzystuje seksualnie bohaterkę. Ona początkowo nie zdaje sobie sprawy, że ten "zły dotyk" nie powinien w ogóle mieć miejsca. Do tego straszona przez ojczyma dziewczynka nic nie mówi swojej matce, przyjaciółce ani lekarzowi rodzinnemu. Z czasem jednak dociera do Gabi, że to co robi mężczyzna jest złe. Postanawia się zbuntować, jednak przypłaca to pobiciem przez ojczyma.  Za wszystko musi płacić zbliżeniem z nim, nie ważne czy jest to zakup nowych tenisówek na w-f czy możliwość uczęszczania na zajęcia tenisa stołowego. Dziewczynka staje się nerwowa, by unikać kontaktów z ojczymem ucieka z domu a nawet próbuje popełnić samobójstwo.
Nikt nie pomógł Gabi, matka nic nie zauważa, a może nie chce zauważyć, lekarz rodzinny jakoś nie potrafi skojarzyć wielu faktów i wierzy, że rozległe obrażenia po pobiciu powstały na skutek upadku ze schodów. Wychowawczyni też nie widzi nic dziwnego w nerwowych zachowaniach dziewczynki. 
Autorka napisała tę książkę, by wskazać drogę postępowania innym dzieciom molestowanym przez rodzinę, by nie bały się o tym problemie mówić głośno, by szukały pomocy. Traumatyczne przeżycia z dzieciństwa przenoszą się przecież na zachowania tych dzieci gdy już dorosną.
Książka wstrząsająca i bardzo smutna. Czyta się ją bardzo szybko, ale zostaje w pamięci. Najbardziej uderzyło mnie to, że ojczym pozostał bezkarny za swoje czyny, a matka nie uwierzyła w oskarżenia córki i się od niej odsunęła. A może czuła się winna, tylko nie potrafiła się przyznać do winy? 
Zdecydowanie polecam tę książkę, zwłaszcza młodym ludziom. Może warto dodać ją do lektur obowiązkowych np. w gimnazjum.
Ciekawią mnie dalsze losy Gabi. Jak w przyszłości poradziła sobie z traumą z dzieciństwa. Wiem, że autorka napisała dalszy ciąg książki opisujący życie bohaterki jako dorosłej kobiety. Nie wiem tylko, czy wydana została w Polsce.

środa, 3 listopada 2010

Superbaba - Hera Lind

Tytuł: Superbaba
Autor: Hera Lind
Wydawnictwo: CIBET
Rok wydania: 1997
Stron: 475
Moja ocena: 5/6

Z dużym zaciekawieniem sięgnęłam po książkę Hery Lind - Superbaba. Już sam tytuł był bardzo intrygujący. Hera Lind jest ostatnio jedną z najpopularniejszych autorek w Niemczech. Uznawana jest ona za przedstawicielkę popfeminizmu. Jej bohaterki przeciwstawiają się feminizmowi, mówią " po prostu zrób to", realizują się zawodowo, osiągają sukcesy i z wszystkim dają sobie radę. Taka jest Franziska -  bohaterka Superbaby.
Franziska jest aktorką jednak nie pracuje zawodowo. Zajmuje się wychowaniem dwóch synów (2 i 4 latka), prowadzi dom i żyje w cieniu swojego słynnego męża - reżysera serialowego - Wilhelma Grosskoettera. Mąż całymi miesiącami przebywa na Karaibach, gdzie kręci kolejne odcinki popularnego serialu. Aby ukryć dochody mąż zleca żonie zakup nowego domu. Franziska umawia się z agentem nieruchomości, a przed spotkaniem postanawia pójść do fryzjera. Tam spotyka starszą kobietę z którą wdaje się w rozmowę. Gdy opowiada jej o tym, że planuje kupić dom w tej dzielnicy, kobieta proponuje Franzisce spotkanie ze swoim synem - adwokatem specjalizującym się w rozwodach i agentem nieruchomości w jednym. Franziska zgadza się i już wkrótce spotyka się z Enno w jego kancelarii. Enno przekonany, że kobieta przyszła do niego w sprawie rozwodu, przygotowuje pozew  i wysyła go na Karaiby faksem, by było szybciej. Franziska przekonana jest, że adwokat przygotowuje dokumenty ważne przy zakupie domu i odpowiada na wszystkie pytania Enno. Gdy wyjaśnia się nieporozumienie, bohaterka postanawia nie wycofywać pozwu o rozwód. To nieporozumienie pomogło jej podjąć decyzję o dalszym swoim życiu. Chciała być wolna i niezależna.
Enno bardzo zbliżył się z Franziską, dużo jej pomaga - nie tylko w sprawach prawnych. Pomaga jej kupić wymarzony dom na przeciwko domu jego matki (i jego), wspólnie wybierają meble a mężczyzna - miłośnik nowej technologii - wyposaża go w coraz to nowsze nowinki techniki, mające bohaterce ułatwić życie.
Matka Enno zajmuje się chłopcami, gdy jest taka potrzeba i bardzo się zbliża do dzieci. Sama marzy o wnukach, ale jej syn wciąż jest kawalerem. Traktuje więc Franziskę jak przyszłą synową.
Franziska przygotowuje materiały do sprawy rozwodowej dla swojego adwokata. Przelewa na papier swoje frustracje małżeńskie. Między innymi opisuje romans męża z aktorką podczas kręcenia serialu w dalekiej Rosji. W sumie tych notatek było ok 300 stron. Wszystko przeczytała Alma - matka Enno. Uznała ona, że to wspaniały temat na książkę i rękopis wysłała do wydawnictwa "Kobieta z fantazją". Wkrótce wydawnictwo zgadza się na opublikowanie książki. "Szczęśliwa niezamężna" Franki Zis szybko staje się bestsellerem. Prawo do jej ekranizacji kupuję Wilhelm - nie spodziewa się, że autorką książki jest jego żona z którą jest w separacji i że ekranizować będzie własne życie.
W życiu Franziski też następują duże zmiany: stać ją by zatrudnić opiekunkę do dzieci i pomoc domową w jednym, często jeździ na spotkania z czytelnikami, zapraszana jest do programów telewizyjnych. Do tego w jej życiu pojawiają się mężczyźni wyraźnie nią zainteresowani. Z jednej strony Enno, który nadal się o nią troszczy i usiłuje nauczyć obsługi skomplikowanych (wg niej) urządzeń, jak faks czy telefon komórkowy. Z drugiej strony jest to redaktor wydawnictwa jej książki - dawna miłość z czasów młodzieńczych. No i na koniec Papaja - śpiewający autor ulubionych książek jej synów. Do tego razem z mężem musi napisać scenariusz do filmu na podstawie swojej książki. Każdy z mężczyzn walczy o jej względy, lecz ona chce być wolna.
"Ja SAMA decyduję o SOBIE.
Nie chcę się znowu stać piłeczką w grach, jakie staczają ze sobą próżni mężczyźni.
Musiałam osiągnąć wiek trzydziestu czterech lat, by zdobyć wolność! Teraz pozostanę wolna.
Ślubuję to sobie.
Że też wcześniej nie wpadłam na ten pomysł!" s.137

Nie zdradzę zakończenia książki. Powieść jest dowcipna, ale nie brakuje w niej romantycznych wątków. Czyta się ją bardzo szybko. Sposób w jaki autorka opisuje życie wyzwolonej z "piętna małżeństwa" kobiety jest z jednej strony lekko przesadzone. Nie każdej przecież kobiecie udaje się zdobyć taki sukces, nie każdej udaje się utrzymać samej siebie i dzieci bez alimentów męża, nie każda przyszła teściowa jest taka kochana jak Alma, nie wszystkie możemy być Superkobietami. Z drugiej strony, kobiety nie wszystko mogą robić same. Sama bohaterka nam to udowadnia, gdy nie potrafi zrozumieć obsługi urządzeń elektrycznych zamontowanych w jej domu, każda z nas czasami potrzebuje pomocy. Mnie trochę bohaterka denerwowała. Tak zachłysnęła się sukcesem i wolnością, że nie zauważała, że rani uczucia mężczyzn ją kochających. Że oszukuje ich spotykając się jednocześnie i potajemnie z każdym z nich. Teraz sama zachowuje się nie fer wobec mężczyzny, a o zdradę m.in. oskarżała w sprawie rozwodowej swojego męża. No, ale daleko szukać nie trzeba. Wystarczy tylko poczytać trochę o naszych polskich gwiazdach - sukces zmienia ich - a oni zmieniają partnerów jak rękawiczki. Ciągle rozwody, romanse, sensacje. Chyba nie każda z nas chciałaby tak żyć. Jednak w nas ciągle tkwi jeszcze feminizm, chcemy równouprawnienia, ale z drugiej strony szacunku, troski i miłości naszego mężczyzny.
Powieść "Superbaba" polecam. Sama chętnie przeczytam inne powieści autorki, które też stały się bestsellerami.