wtorek, 13 grudnia 2011

Kiki van Beethoven - Eric-Emmanuel Schmitt


Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Tytuł: Kiki van Beethoven
Tytuł oryginalny: Quand je pense que Beethoven est mort alors que tant de cr`etins vivent
Język oryginalny: francuski
Tłumaczenie: Agata Sylwestrzak – Wszelaki
ISBN: 978-83-240-1642-6
Wydanie: I
Wydawnictwo: Znak Literanova
Rok wydania: 2011
Stron: 147
Moja ocena: 5/6

„Powiedzmy to sobie otwarcie: wspólne mieszkanie z Beethovenem nie okazało się łatwe, bo gość ma ciężki charakter, twarde przekonania, mówi, krzycząc, no i nie słyszy. Na początku tylko go słuchałem, zgadzałem się z nim, byłem mu posłuszny. To był najlepszy okres. Przez te lata wiele wniósł do mojego życia, przede wszystkim taką zasadniczą kwestię: nauczył mnie siły myślenia.” s. 75

To nie jest moje pierwsze spotkanie z twórczością Erica-Emmanuela Schmitta i na pewno nie ostatnie. Książki tego autora zawsze mnie zachwycają, zaskakują i pozwalają odkryć „prawdy” naszego życia. I tym razem spotkanie z twórczością tego autora było udane, zwłaszcza, że wzbogacone piękną muzyką Beethovena z dołączonej do książki płyty.
Książka „Kiki van Beethoven” została podzielona na dwie części. Obie jednak łączy ze sobą postać wielkiego muzyka. W pierwszej części spotkacie się z Kiki – kobietą, która dzięki muzyce Beethovena pogodziła się ze swoją synową i samobójczą śmiercią syna.
Kiki jest leciwą kobietą mieszkającą w domu starców.  Nie ma już żadnej rodziny. Jej mąż zmarł parę lat temu, a syn popełnił samobójstwo o co obwinia ona swoją synową. Najbliższymi jej osobami są mieszkanki „Rezydencji pod Liliami”: Candie, Zoe i Rachel. Uwielbiają wspólnie siedzieć w kawiarni, jeść lody i godzinami śmiać się z ludzi.  
Pewnego dnia Kiki kupuje w antywariacie maskę Beethovena. Od tej pory w jej życiu dochodzi do wielu zmian. Zaczyna wspominać swoje życie. Niestety wspomnienia te są bardzo bolesne i nasza bohaterka musi się z nimi pogodzić, stawić im czoła. Lecz nie tylko ona. Rachel wyjeżdża do miejsca gdzie zginęli członkowie jej rodziny – Auschwitz.
„- Słyszę go jak dawniej, lepiej niż dawniej, bo tu przyjechałam, bo zanurzyłam się w naszej strasznej przeszłości. Aż do wczoraj uciekałam, unikałam szoku. To właśnie to, kochanie, odbierało głos maskom Beethovena. Chronimy się przed tym, co tragiczne, nie chcemy wiedzieć, wolimy zapomnieć. Nie mogąc zmierzyć ogromu cierpienia, nie możemy też ocenić odwagi. Ponieważ unikamy ciszy, nie słyszymy muzyki, która się z niej odradza.” s. 32
Dzięki masce Beethovena – Zoe, która nigdy nie mogła złapać faceta została tajemniczą autorką listów podpisującą się Daleka, Nieuchwytna.
Kiki też rozwiąże swoje problemy. Ale o tym już przeczytajcie w najnowszej powieści Schmitta
W drugiej części „Kiedy pomyślę, że Beethoven umarł, a tylu kretynów żyje…” poznacie już samego autora i to jaki wpływ na jego życie miał ten wielki kompozytor. Jego refleksyjna opowieść o tym jak muzyka poważna wpłynęła na jego prywatne życie i twórczość.
„W chwilach życiowego zamętu słuchałem III Symfonii lub Sonaty Księżycowej, a zwłaszcza jej zakończenia… Triumfalnymi arpeggiami, wytryskującymi akordami, zwycięskimi uderzeniami Beethoven wlewał we mnie swoją niewiarygodną energię, odnawiał moje siły, przywracał mi apetyt, werwę, pragnienie, radość.” s. 83
 Autor wspomina jednak nie tylko o tytułowym kompozytorze, przypomina też twórczość Mozarta, a to już skojarzy się Wam na pewno z innym jego dziełem „Moje życie z Mozartem”. Zresztą wiele mam skojarzeń z tamtym dziełem, może dlatego druga część książki już mnie tak nie urzekła jak pierwsza.
Jednak zawsze znajdę w powieściach tego autora jakieś mądre zdania, które dają mi do myślenia i to cenię w jego książkach.
„Bohaterstwo nie polega na zemście, ale na zdobywaniu siły, aby żyć, godzina po godzinie, dzień po dniu” s. 31
Myślę, że książka jest warta przeczytania, ale nie polecałabym jej osobą, które z twórczością tego autora nigdy wcześniej nie miały do czynienia. Boję się, że mogłyby się zrazić do jego sposobu pisania, a uważam, że jest to autor godny poznania i pokochania. Na zakończenie jeszcze jeden cytat:
„- Jeżeli chce się spokojnie żyć, lepiej trzymać się z daleka od piękna; inaczej przez kontrast, dostrzega się mizerność życia, jego zerową wartość. Słuchać Beethovena to jak założyć buty geniusza i zdać sobie sprawę, że mamy inny rozmiar.” S. 19

Do książki można zajrzećKliknij


Zapraszam również do obejrzenia wywiadu z autorem, opowiada on między innymi o "Kiki..."
http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=XqQoPv6sdtU
I swoich innych książkach

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=GLd9FUym84k

Przepraszam, że tylko linki, ale jeszcze nie opanowałam techniki wrzucania filmików na bloggera

Za książkę dziękuję wydawnictwu Znak Literanova


7 komentarzy:

  1. Niedawno czytałam tą książkę. Podobała mi się, chociaż bardziej wciągająca była według mnie inna pozycja tego autora (druga, którą znam) - Oskar i Pani Róża. Niemniej jednak z pewnością warto przeczytać Kiki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszędzie spotykam sie z przychylnymi opiniami na temat tej pozycji:) Dzięki za rzeczowe opisanie książki tego autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo bym chciała przeczytać tę książkę i chyba się na nią jednak zdecyduje, bo ,,chodzi'' ona za mną już od jakiegoś czasu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Równiez uwielbiam tego autora. I w ogóle literaturę francuską. Bethovena także. Książke na pewno przeczytam, tylko nie wiem kiedy... :( Tyle jest książek do przeczytania, a czasu tak mało... No i jest jeszcze cała reszta życia... :( Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Będę czytał, lada moment ;) Na pewno mi się spodoba, tak czuję...

    OdpowiedzUsuń
  6. Odpuszczę sobie - nie czytałam innych książek autora, a ta wydaje się wybitnie filozoficzna i.... nudna (?)

    OdpowiedzUsuń